Partia szwedzkich Zielonych przekształciła się w ciągu ostatnich kilkunastu lat z organizacji ekopolitycznej w bardzo ciemną sektę. Jeszcze nie tak dawno, bo przed kilku laty, domagali się jedynie praw dla ich przyjaciół zwierząt. Wywalczyli te prawa i dzisiaj zwierząta w Szwecji mają niemal ludzkie prawa. Potem przyszła kolej na ptaki i cały pozostały drób, a obecnie szwedzcy Zieloni domagają się szacunku dla każdej formy życia. Ich zdaniem należy zachować każde istnienie i każde bez wyjątku istnienie – choćby najbłachsze – jest równie ważne.
Czyżby? Czy możemy żyć i rozwijać się nie niszcząc innych form życia? Czy mamy otoczyć opieką i ochroną także wszystkie paciorkowce, gronkowce i krętki, wirusy Eboli i dengi? Czyżbyśmy doszli już w naszym rozwoju do takiego poziomu wysublimowania, że możemy egzystować tylko i wyłącznie w sferze ducha, czyli nie jedząc i nie pijąc, nie budując domów i nie produkując odzieży? Może, może tak jest, a ja jak zwykle coś przegapiłem, ale osobiście jestem przekonany, że w tej mojej egzystencji nie zdołam, niestety, osiągnąć takiego poziomu uduchowienia i dalej będę, co jakiś czas, zjadał z przyjemnością grillowane kurczaki, a krętki niszczył penicyliną, nawet pod karą więzienia o zaostrzonym rygorze żywieniowym.