Potop Szwedzki

Jura Krakowsko-Częstochowska, Szlak Orlich Gniazd, moja wczesna fascynacja. Kiedyś kilkakrotnie pokonaliśmy ten szlak pieszo – Olsztyn, Bobolice, Mirow, Ogrodzieniec, Smoleń, Pilica. Bardzo ciekawa prezentacja na internetowych stronach. Przeglądam z zainteresowaniem. Tym, co rzuca się w oczy jest adnotacja uzupełniająca niemal każdą fotografię: „zniszczony przez wojska szwedzkie w czasie „potopu”. Na wiekszości polskich zabytków z tamtej epoki widnieje identyczna adnotacja.

Potop Szwedzki. Karol X Gustaw, następca królowej Krystyny, obejmując po niej tron zastał skarbiec, który w pełnym tego słowa znaczeniu świecił pustkami. Jednocześnie, po zakończeniu wojny trzydziestoletniej, Szwecja miała najliczniejszą i bodaj najlepszą armię w Europie. Odesłanie tych nieopłacanych i sfrustrowanych żołnierzy do domów mogło łatwo doprowadzić do buntow i zamieszek. Karol X Gustaw posłał więc swoje hordy tam, gdzie mogli zdobyć łupy. Wybrał trafnie, bo wybrał  Polskę, w tamtym okresie wystarczająco bogatą i wystarczająco słabą militarnie.

Najazd skandynawskich mongołów i pięcioletnia okupacja przyniosły niewyobrażalne straty. Zniszczeniu uległy setki miast i wsi, zamków, kościołów i pałaców, browary i młyny.  Szwedzka agresja pociągnęła za sobą śmierć ponad 4 milionów mieszkańców Polski, czyli 40% populacji (liczącej według encyklopedii PWN 11 milionów ludzi). Szwedzi grabili i palili, wysadzali w powietrze, niszczyli, stosowali taktykę spalonej ziemi. Do Szwecji wysyłano wszystko, co dało się zrabować: dzieła sztuki, rzeźby, broń, kosztowności, księgi, dokumenty, ale też ubrania, nawet fontanny ogrodowe. Szwedzkie żołdactwo, tratując pola uprawne ze skutecznością szarańczy, przyczyniło się też do klęski głodu. Niezliczona ilość zabytków sztuki i kultury została zdewastowana lub wywieziona z Rzeczypospolitej, łącznie z relikwiami św. Stanisława. Zdaniem wielu historyków straty, które Polska poniosła podczas szwedzkiego „potopu”, proporcjonalnie przewyższały straty z II wojny światowej.

Z zagrabionych przez Szwedów dóbr do kraju nie powróciło prawie nic. Zwykle uważamy, że największych zniszczeń Polska doznała podczas II wojny światowej, ale niewiele zdaje się jest prawdy w tym obiegowym przekonaniu. To dzisiejsi orędownicy pokoju, homoseksualizmu, liberalizmu i miłości między narodami i rasami, czyli Szwedzi splądrowali nasz kraj w XVII wieku tak skutecznie jak nikt przedtem ani potem. W szwedzkich zbiorach królewskich, ale i państwowych oraz prywatnych znajdują się tysiące zrabowanych w Polsce przedmiotów, poczynając od paradnej zbroi króla Zygmunta Augusta, przez framugi i okna wyrwane ze ścian polskich zamków i pałaców, obrazy, meble, marmury, tkaniny, książki i rekopisy, aż po suknie i bieliznę polskich pokojówek – Szwedzi, tylko po obrabowaniu zamku Lubomirskich w Wiśniczu, wywieźli zdobycz na 150 wozach.

Trzeba sprawiedliwie przyznać, że Szwecja, choć nigdy nie wywiązała się z postanowień pokoju w Oliwie i nigdy nie zwróciła zagrabionych dzieł sztuki czy biblioteki królewskiej, stara się dzielnie zrekompensować nasze straty w sobie tylko właściwe sposoby: w listopadzie 2013 ambasador Szwecji złożył kwiaty na konstrukcji spalonej homo tęczy na placu Zbawiciela, w czerwcu 2013 oficjalnie poparł Paradę Równości w Warszawie, a bezstronna, neutralna szwedzka prasa pisze o Polsce tylko wówczas, gdy nie ma powodu, by pisać o Polsce dobrze. I tylko wówczas. No cóż, vae victis, jak mawiano w tamtych starych, „przedpotopowych” czasach.