Jeszcze raz Cioran, jego „Zeszyty”. Pod datą 2 lipca 1965 pisze: „Wczoraj w szpitalu przez dwie długie godziny czekałem na swoją kolej. Obok mnie pytlowały dwie stare kobiety. Te szkaradne trajkoty też chcą żyć, upierają się, by trwać, chociaż ich egzystencja nikomu nie jest potrzebna i nie ma żadnego sensu. Nie do wiary, że Raskolnikow po tym zbawiennym uczynku ugrzązł, co prawda nie w wyrzutach sumienia, lecz w jakimś niepokoju i pomieszaniu”.
Słowa okrutne? wyzywające? bezwzględne? Z całą pewnością, ale jakże często sami mamy podobne myśli. Jeżeli nie wyrażamy ich głośno, i jeżeli głośno odcinamy się od nich, to tylko z powodu naszej bezbrzeżnej hipokryzji i tchórzostwa, zwłaszcza z obawy o nasz własny los.