Trochę z pięknej historii Francji

Siódmy Prezydent Republiki Francuskiej, współksiąże Andory Félix Faure zmarł w wieku 58 lat. Zakończył życie w niebieskim salonie Pałacu Elizejskiego 16 lutego 1899 roku. Stał oparty plecami o ścianę, a między jego obnażonymi nogami, wtuliwszy w nie głowę, klęczała naga Marguerite Steinheil. Fellatio w jej wykonaniu musiało być mistrzowskie, skoro przyprawiło Prezydenta Republiki o atak apopleksji. Podobno kiedy dziewczyna stwierdziła, że nadzwyczajna sztywność pana prezydenta spowodowana jest całkiem innymi czynnikami niż sądziła, dostała ze strachu gwałtownego szczękościsku, chętnie opisywanego później w fachowej literaturze. Aby uniknąć ogromnego skandalu, panią Steinheil wyprowadzono pośpiesznie z pałacu tylnym wyjściem, co było raczej regułą niż wyjątkiem, bo nie była ona przelotną znajomością. W wersji oficjalnej prezydent zmarł na wylew krwi do mózgu w swoim biurze, w „trakcie sprawowania urzędu”, co nawet do pewnego stopnia pokrywa się z prawdą, bo jest to dość pospolity sposób „sprawowania” tegoż urzędu. Pogrzeb miał uroczysty. Marszałek senatu wygłosił nad trumną długie przemówienie, w którym użył, miejmy nadzieję, że świadomie, trafnego zwrotu: „I był szczęśliwy aż do ostatniej chwili swego życia„. Gazety także nie zatajały tego pikantnego szczegółu pisząc, że „życie miał wprawdzie bezbarwne, ale jakże piękną śmierć”. Po tym wydarzeniu Marguerite Steinheil uzyskała zaszczytny przydomek pompe funèbre, czyli – innymi słowy – pompa pogrzebowa czy, jak kto woli, zakład pogrzebowy.

Iście heroiczną śmierć miał również marszałek Maurycy de Saxe (nota bene: nieślubny syn Augusta Mocnego, pradziadek pisarki George Sand, właściciel wspaniałego zamku Chambord). Zmarł 30 listopada 1750 roku, po wizycie ośmiu „aktorek”. W akcie zgonu napisano, ze przyczyną śmierci było „un surfeit des femmes” czyli nadużywanie kobiet. Zapewne wielu by sobie takiej śmierci życzyło.