Nasza kultura stworzyła wiele metaforycznych niezwykłości. W tym miejscu przychodzi mi na myśl słowo Narrenschiff, statek szaleńców, statek głupców, przy czym nie jest to bezpośrednia aluzja do słynnego obrazu Hieronima Boscha lub poematu Sebastiana Branta (wydanego w 1494 roku), który opowiada o podróży głupców ku Naragoni, ich ziemi obiecanej. Jest to motyw wielu dzieł. Ale ja mam na myśli prawdziwe narrenschiff, prawdziwe statki szaleńców, które w średniowieczu pływały rzekami doliny Renu w kierunku Belgii lub żeglowały w górę Renu, w stronę Jury i Bensanon. Wiele miast XV-wiecznych Niemiec izolowało obłąkanych właśnie w więzieniach na statkach rzecznych. Te pływające azyle nazywano Narrenschiffs. Spełniały one podwójną rolę. Po pierwsze, przekazanie szalonego żeglarzom dawało gwarancje, że nie będzie on już grasował w obrębie murów miejskich. Po drugie, uważano wówczas, że obłąkani tracili swoje dusze dosłownie i statki szaleńców stawały się w ten sposób łodziami pielgrzymów, które przewoziły „szaleńców poszukujących swego rozumu”. Te rzeczywiste statki są jednak w jakiś sposób dla naszego umysłu nierealne i bardziej wydają się przynależeć do świata wyobraźni.