Ad astra

Chętnie spoglądamy w niebo, wierzymy nawet, że kiedyś polecimy do odległych gwiazd, ale tymczasem nawet stosunkowo krótki okres przybywania na orbicie nie odbywa się bez szwanku dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. A już najwyraźniej nie zostaliśmy zaprogramowani na uprawianie seksu w Kosmosie. Choćby banalna sprawa wydzielin. W stanie nieważkości ludzie pocą się bardziej niż na Ziemi, a podczas stosunku perspiracja jest jeszcze intensywniejsza. Na domiar złego pot, ślina i inne płyny fizjologiczne nie spływają po skórze, lecz szybują wokół kosmicznych kochanków. Kolejny problem to nieważkość ciał: bez grawitacji trudno jest choćby pocałować partnera i trzeba dokładać sporo starań, by nie odfrunął. Eksperci twierdzą także, że penis w stanie nieważkości z powodu obniżonego ciśnienia krwi będzie mniejszy niż na Ziemi. Poza tym na orbicie występuje coś w rodzaju kosmicznej odmiany choroby morskiej. Podobno wielu astronautów cierpi z jej powodu paskudne mdłości. Kochankowie orbitalni musieliby więc być bardzo powściągliwi w akrobacjach, by do otaczających ich płynów fizjologicznych nie dołączyły także obłoki wymiocin.