Bawi mnie zawsze, gdy dziennikarze, prawnicy, teolodzy czy politycy mówią o Prawdzie, chcą jej poszukiwać, dochodzić lub dowodzić. Zwykle przypomina mi się wtedy pewien znakomity rosyjski dowcip, który dla mnie osobiście może być definicją Prawdy: Ktoś powiedział, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody, co okazało sie po części prawdą, tyle, że nie w Moskwie, a w Lenigradzie i nie na placu, a na dworcu, i nie samochody, a rowery i nie rozdają tylko kradną.