Między Troją a Moskwą

Wracam ponownie do II Pieśni „Iliady” Homera, tej z „katalogiem okrętów” uczestniczących w inwazji na Troję. Łączna ich cyfra to 1189, a w każdym miało być od 50 do 120 wojowników, co oznacza, że armia grecka liczyła ponad 50 tysięcy ludzi. Jest to całkiem przyjemna epicka hiperbola, ale – jak łatwo odgadnąć – z rzeczywistością nie mogło to mieć wiele wspólnego. W epoce mykeńskiej nie było żadnych możliwości, by wystawić armię tak liczną, a tym bardziej zapewnić jej logistykę przez 10 lat oblężenia. Największe armie epoki brązu mogły liczyć zaledwie kilka tysięcy ludzi.

Cyfry czynią więc Homera niewiarygodnym. Ale Troja była. I była wojna trojańska. I było całkiem inaczej. Bardzo to przypomina pewien ruski dowcip: Ktoś powiedział, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody, co po części okazało się nawet prawdą, tyle, że nie w Moskwie, a w Leningradzie, i nie na placu, a na dworcu, a do tego nie samochody, a rowery i nie rozdają tylko kradną.

Chińskie mięso

Zinaida Gippius „Dzienniki petersburskie. Dziennik warszawski”: Czy wiecie, co to jest „chińskie mięso”? Otóż ciała rozstrzelanych „Czerezwyczajka”, jak wiadomo, oddaje dla zwierząt w ogrodzie zoologicznym. I u nas, i w Moskwie. Rozstrzeliwują zaś Chińczycy. I u nas, i w Moskwie. Ale w czasie mordowania i przy wysyłce ciał dla zwierząt Chińczycy spekulują. Nie wszystkie ciała wydają, te młodsze ukrywają i sprzedają jako cielęcinę. U nas – i w Moskwie. U nas na bazarze Siennym. Doktor N. (znam nazwisko) kupił z „kostką” – poznał ludzką. Zaniósł do Czeki. Tam bardzo sugestywnie poradzili mu, by nie protestował, bo sam może trafić do Sienny.

Definicja Prawdy

Bawi mnie zawsze, gdy dziennikarze, prawnicy, teolodzy czy politycy mówią o Prawdzie, chcą jej poszukiwać, dochodzić lub dowodzić. Zwykle przypomina mi się wtedy pewien znakomity rosyjski dowcip, który dla mnie osobiście może być definicją Prawdy:  Ktoś powiedział, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody, co okazało sie po części prawdą, tyle, że nie w Moskwie, a w Lenigradzie i nie na placu, a na dworcu, i nie samochody, a rowery i nie rozdają tylko kradną.