Styczeń 1950. Lawrence Durrell pracuje w Poselstwie Brytyjskim w Belgradzie. Udaje mu się zrobić sobie kilkudniowy urlop i wyrwać się z komunistycznej szarzyzny do Triestu. Nareszcie coś z jego uwielbianych śródziemnomorskich klimatów, pełne sklepy, ludzie z uśmiechem na twarzach. W Trieście brakuje mu jednak gorącej południowej atmosfery. „Zrozumiałem wkrótce dlaczego – 60 000 Słoweńców i 6000 Chorwatów. Charakterem ci ludzie Europy Środkowej przypominają Polaków – typowo słowiańska ospałość, litowanie się nad sobą, serca ciężkie jak ołów. Daleko im do lekkości i zmysłowości południowców”.