Paradoks hazardzisty

Mój znajomy, wierny gracz w lotto, wypełniając cotygodniowy kupon sprawdza zawsze numery z poprzedniego losowania. Zapytałem go o przyczynę. Wydawał się być szczerze zaskoczony pytaniem. Dla niego było oczywiste, że prawdopodobieństwo powtórzenia się tych samych lub podobnych numerów w kolejnym losowaniu musi być znikome. On widział w tym ciągłość. Ten fenomen nazywany jest paradoksem hazardzisty – jesteśmy przekonani (zgodnie z intuicją, choć wbrew logice), że mechanizm w grach losowych „zapamiętuje” wyniki poprzednich losowań, że gra, powielana każdego tygodnia, jest jakąś kontynuacją. To z tego powodu zakreślając w lotto cyfry wybieramy te, które były nieobecne lub padały rzadko. Wierzymy, że teraz przyszła ich kolej. Jest to złudzenie, oczywiście, bo po każdym losowaniu prawdopodobieństwo powraca do punktu zero, punktu wyjścia, zaczyna się od nowa i nie ma powodów, by za tydzień nie pojawiły się dokładnie te same numery, które wypadły ostatnim razem. Każda nowa gra jest bowiem pierwszą i ostatnią. Na tej samej zasadzie wierzymy też, że nasz szczęśliwy fart lub przeciwnie, nieustanny pech, nie mogą trwać bez końca, że po jednym czy drugim takim zdarzeniu musi nastąpić zmiana. Tymczasem zarówno jedno, jak i drugie może dość długo powtarzać się w takich sekwencjach – nie ma przecież nic takiego, jak jakiś licznik czy kalkulator, które rejestrowałaby i tasowały szczęśliwe czy pechowe zdarzenia w naszym życiu. Każde zdarzenie, podobnie jak każda gra, jest zawsze pierwsze i ostatnie.