Prekursorem romantyków jest Szekspir. To on ich zapowiada. „Romeo i Julia” to przecież pełna trywialność – uczucie infantylnych nastolatków, srodze skłócone rodziny, typowy wyciskacz łez, coś na podobieństwo Dallas, Niewolnica Isaura czy Dynastia. Dramaty są tu doskonale pozorne, ale nie ma to żadnego znaczenia, bo romantyzm nie odwołuje się do naszej wrażliwości artystycznej. Romantyzm nie jest tak wyrafinowany, nie jest dla koneserów, znawców i smakoszy. Romantyzm jest sztuką dla mas, sztuką, która nie wymaga jakiegokolwiek wtajemniczenia, żadnego wysiłku, bo odwołuje się wyłącznie do naszej wrażliwości, tylko na niej gra, tylko ją pobudza, a raczej podrażnia. Romantyzm to uczuciowy petting. Że bezczelnie nadużywa naszego zaufania? Kto jest dzisiaj w stanie dostrzec takie subtelności, kto poczuje się oszukany z tego powodu?