Bizancjum. Jaki był mieszkaniec Konstantynopola epoki krucjat? Otóż, był to całkiem dobrze wykształcony chrześcijanin, zafascynowany starożytną literaturą grecką i dobrze z nią obeznany. Mówił po grecku, jak w całym Bizancjum, miał greckie poczucie humoru. Łaciny nie znał albo znał słabo, ale do niczego nie była mu potrzebna. Mimo to nazywał siebie Rzymianinem i co ważniejsze czuł się Rzymianinem. Sprzeczność tę dobrze oddaje słowo „ρωμιοσύνη” (romiosini), wyrażające zarazem „rzymskość” i „greckość”. Pojęcie to wywodzi się z bizantyjskiej idei, że Grecy są prawdziwymi Romioi, czyli spadkobiercami Cesarstwa Rzymskiego. W setki lat po upadku Bizancjum, pod okupacją turecką płomień romiosini żył w kodeksach honoru, lojalności, odwagi, miłości do ziemi, kultu religijnego i patriotyzmu. Dla greckiego poety Yiannisa Ritsosa jeszcze greccy partyzanci w czasie drugiej wojnie światowej byli heroicznymi spadkobiercami romiosini górskich klephtes.