Ideologia antyrozwoju

„Degrowth czyli ideologia antyrozwoju”. Znakomity artykuł Mariusza Agnosiewicza w piśmie „Racjonalista”: Amazońskie lasy nie dają nam ani 20% tlenu, ani nawet 1%, lecz +/-0. Shanan Peters, geolog z University of Wisconsin, wyjaśnia to nader obrazowo: Co by się stało z atmosferą, gdybyśmy spalili każdą żywą komórkę na Ziemi? Nie tylko całe lasy amazońskie, ale i każde źdźbło trawy, każdy mech i porost, wszystkie kwiaty, pszczoły, wszystkie storczyki i kolibry, cały fitoplankton, wieloryby, bakterie, żyrafy, grzyby — wszystko poza ludźmi. Otóż po tej niewyobrażalnej zagładzie życia stężenie tlenu w atmosferze spadłoby z 20,9 do 20,4%, zaś stężenie CO2 wzrosłoby z 400 ppm do 900 ppm (a zatem mniej niż w niektórych obecnych scenariuszach zmian klimatycznych do roku 2100). To nie oznacza, że lasy są bezwartościowe, ale nie mamy powodów, uderzać w apokaliptyczne tony. NASA odkryła, że Ziemia coraz bardziej zielenieje, dzięki ludzkiej aktywności oraz większej obecności CO2 w atmosferze. Tylko w ostatnich dwóch dekadach zazieleniania przybyła powierzchnia wielkości całych lasów amazońskich. Także w Polsce powierzchnia lasów systematycznie rośnie. Nawet w ostatnich latach, kiedy większość „zielonych” głosi, że „masowo wycinane są polskie lasy”, powierzchnia polskich lasów wzrosła o 232 tys. ha (w latach 2015-2017). I na to mają zieloni odpowiedź: prawdziwych lasów mamy coraz mniej, gdyż bardzo dużo owej powierzchni to nie żaden las, tylko monokultura sosny i świerka. Czyli wzrost jest nieistotny, bo mamy coraz mniej lasów starych, a coraz więcej młodych. Tyle że wbrew intuicyjnej mądrości, że lasy stare są lepsze, bo są ładniejsze, z punktu widzenia funkcji pochłaniania CO2, to lasy młode są naprawdę istotne, podczas kiedy stare praktycznie przestają ją pełnić.