Ucieczka z Raju

Jeśli chcemy przetrwać, człowiek musi stać się gatunkiem kosmicznym – powiedział Elon Musk w jednym z wywiadów. I ma rację. Fakty nie pozostawiają złudzeń. Prędzej czy później uderzy w naszą planetę coś na tyle wielkiego, że zagrozi przetrwaniu całego rodzaju homo albo życiu w ogóle. Przy NASA od wielu lat istnieje sekcja, która zajmuje się analizą takich scenariuszy zabójczych kolizji, a Danica Remy, dyrektor generalny Fundacji B612, odpowiedzialna za badania i projektowanie systemów w celu ochrony Ziemi przed asteroidami mówi, że „jest na 100 proc. pewne, że zostaniemy trafieni, ale nie jest na 100 procent pewne kiedy”.

Wszystkie gatunki egzystujące na Ziemi są „mięsem armatnim” Natury. Natura powołuje je do życia, pozwala rozwijać się, powiększać swoje nisze, następnie wybija, niszczy, poprawia lub degraduje, ściera w proch lub odtwarza w jakiejś innej formie. Prawo opcji nie istnieje w Naturze. Obecnie żyje mniej niż jeden procent spośród wszystkich gatunków zwierząt, jakie kiedykolwiek na Ziemi istniały. Zagłada dinozaurów lub masowe wymieranie permskie, które unicestwiło 9 na 10 gatunków organizmów morskich, a z lądów zniknęła ponad połowa rodzin gadów i płazów, to tylko najbardziej znane przykłady. Powłoka naszej atmosfery jest krucha, kosmiczne „bomby” docierały do nas wielokrotnie i naiwnością jest sądzić, że zaprzestaną swoich niszczycielskich wizyt. Niedawno ustalono dokładną datę, kiedy asteroida może uderzyć w Ziemię z siłą odpowiadającą 22 bombom atomowym. To ciało niebieskie, zwane Bennu, zbliża się do naszej planety co sześć lat, a naukowcy uważają, że istnieje realne ryzyko zderzenia Ziemi z asteroidą 24 września 2182 roku.

Jesteśmy pierwszymi istotami na tym globie, które mogą zdecydować same o sobie i swoim losie. My mamy opcję. Ale opcją tą nie są układy z naturą, współżycie z naturą czy pokora wobec natury. Powrotu do natury nie ma. To prawda, że wyszliśmy z niej, ale przetrwaliśmy wbrew niej. Przetrwaliśmy dzięki ucieczce z Natury – pierwszym przejawem naszej niepokory było pierwsze zbudowane przez nas miasto. Tym aktem wypowiedzieliśmy przeznaczony nam przez Naturę los, poszliśmy własną drogą, pępowina została ostatecznie zerwana i nie ma powodu, by tego żałować czy opłakiwać. Nie jest bowiem prawdą, że zostaliśmy wygnani z Raju. Opuściliśmy królestwo zwierząt dobrowolnie. Wznieśliśmy nasz własny Raj – jest nim Miasto. To wtedy już uczyniliśmy pierwszy krok do tego, by stać się gatunkiem kosmicznym, istotami, które same tworzą swój los i decydują o nim.   

Odysjada 11

Odyseusz powrócił do Itaki 25 października 1207 r pne., twierdzą astrofizycy z Uniwersytetu w Atenach. „Pięć dni później nastąpiło zaćmienie Słońca w 75% obejmujące Morze Jońskie, a potem doszło do zabójstwa zalotników”. Zaćmienie zweryfikowane zostało przez mapy NASA opisujące zjawiska naturalne od 4500 pne. Jedno całkowite zaćmienie Słońca miało miejsce w 1143 r. pne. Drugie natomiast wydarzyło się właśnie 30 października 1207 r. pne. i trwało od wpół do drugiej po południu do wpół do piątej po południu. Znajduje to odzwierciedlenie w Odysei. W Pieśni XX, tuż przed rzezią zalotników, Theoklymenos mówi do nich: … a na nieb sklepieniu / Helios gaśnie i straszne ogarniają mroki. Datę zaćmienia, 30 października 1207 r. pne., wydaje się potwierdzać także homerycki opis przyrody tego jesiennego dnia i południa, gdy następuje rozprawa z zalotnikami.

Ideologia antyrozwoju

„Degrowth czyli ideologia antyrozwoju”. Znakomity artykuł Mariusza Agnosiewicza w piśmie „Racjonalista”: Amazońskie lasy nie dają nam ani 20% tlenu, ani nawet 1%, lecz +/-0. Shanan Peters, geolog z University of Wisconsin, wyjaśnia to nader obrazowo: Co by się stało z atmosferą, gdybyśmy spalili każdą żywą komórkę na Ziemi? Nie tylko całe lasy amazońskie, ale i każde źdźbło trawy, każdy mech i porost, wszystkie kwiaty, pszczoły, wszystkie storczyki i kolibry, cały fitoplankton, wieloryby, bakterie, żyrafy, grzyby — wszystko poza ludźmi. Otóż po tej niewyobrażalnej zagładzie życia stężenie tlenu w atmosferze spadłoby z 20,9 do 20,4%, zaś stężenie CO2 wzrosłoby z 400 ppm do 900 ppm (a zatem mniej niż w niektórych obecnych scenariuszach zmian klimatycznych do roku 2100). To nie oznacza, że lasy są bezwartościowe, ale nie mamy powodów, uderzać w apokaliptyczne tony. NASA odkryła, że Ziemia coraz bardziej zielenieje, dzięki ludzkiej aktywności oraz większej obecności CO2 w atmosferze. Tylko w ostatnich dwóch dekadach zazieleniania przybyła powierzchnia wielkości całych lasów amazońskich. Także w Polsce powierzchnia lasów systematycznie rośnie. Nawet w ostatnich latach, kiedy większość „zielonych” głosi, że „masowo wycinane są polskie lasy”, powierzchnia polskich lasów wzrosła o 232 tys. ha (w latach 2015-2017). I na to mają zieloni odpowiedź: prawdziwych lasów mamy coraz mniej, gdyż bardzo dużo owej powierzchni to nie żaden las, tylko monokultura sosny i świerka. Czyli wzrost jest nieistotny, bo mamy coraz mniej lasów starych, a coraz więcej młodych. Tyle że wbrew intuicyjnej mądrości, że lasy stare są lepsze, bo są ładniejsze, z punktu widzenia funkcji pochłaniania CO2, to lasy młode są naprawdę istotne, podczas kiedy stare praktycznie przestają ją pełnić.