Artemizjon w Efezie. Świątynia zbudowana na rozkaz króla Lidii Krezusa w roku 560 przed naszą erą. Przetrwała 204 lata zanim podpalił ją Herostrates, szewc, starożytny celebryta, pragnący unieśmiertelnić swoje imię za wszelką cenę. Odbudowana ponownie w roku 260 p.n.e. i ostatecznie zniszczona podczas najazdu germańskiego plemienia Gotów w roku 262 naszej ery. Jeszcze zanim tam dotarłem dobrze wiedziałem, że z tej dumnej świątyni, jednego z siedmiu cudów starożytnego świata, zostało tylko kilkanaście kolumnowych kamieni w porośniętym trzciną bajorze, ale wiedza ta w żaden sposób nie była w stanie złagodzić kolizji z rzeczywistością. Widok był bardziej przykry niż mogłem się spodziewać; czułem coś znacznie cięższego niż zawód, jakieś poczucie ograbienia i zniechęcenie, które często temu towarzyszy. Przyglądając się resztkom omszałych cylindrycznych bloków, bezładnie porozrzucanych na podmokłym, bagnistym gruncie zastanawiałem się, czy to miejsce zawsze tak wyglądało, a jeżeli tak, to dlaczego właśnie tutaj usytuowano tę świątynię. Odpowiedź znalazłem znacznie później, w drugim tomie „Historii Naturalnej” Pliniusza: Wzniesioną ją na gruncie bagnistym, aby nie odczuwała wstrząsów ani pękania skorupy ziemskiej; żeby zaś z drugiej strony fundamenty takiego ogromu nie stanęły w podłożu śliskim i niestałym, usypali na spód warstwę tłuczonego węgla, następnie wymościli runem owczym.
Antysejsmiczna budowla sprzed tysięcy lat! Architekt prowadzący budowę, Chersifron, musiał doskonale wiedzieć, że węgiel posiada właściwość wchłaniania wilgoci. Pięćset lat przed naszą erą.