„Dernieres Nouvelles d’Alsace”, najpopularniejsza gazeta na terenie Alzacji, z siedzibą w Strasburgu, informuje, że radni z koalicji ekologicznej postulują, by szczury i pluskwy uznać nie za szkodniki, którymi są, lecz za „współbiesiadników”, co zdaniem ekologów powinno zdecydowanie zmienić społeczne nastawienie do tych – tradycyjnie uznawanych za wstrętne – stworzeń, które nieproszone pojawiają się w naszych domach i mieszkaniach. Celem zmiany terminologii jest poprawa dobrostanu tych gryzoni i owadów, co ekologom bardzo zdaje się leżeć na sercu. Znacznie bardziej niż dobrostan ich bliźnich.
Są takie szczęśliwe epoki, gdy świat jest względnie normalny, bo stwarzają go względnie normalni ludzie. I są takie epoki, gdy o kształcie świata zaczynają decydować idioci albo złoczyńcy i wtedy świat upodabnia się do gabinetu luster, w których wszystko jest monstrualnie zniekształcone, i to, co odbijają, nawet nie przypomina tego, czym naprawdę jest. Stwarzamy bowiem świat na nasze własne podobieństwo. To, jak kształtujemy nasze otoczenie, jak ubieramy się, jakie mamy upodobania, jakim posługujemy się językiem, jakie mamy preferencje, najpełniej opowiada o tym, jacy jesteśmy i kim jesteśmy. Całe nasze entourage, a tym samym i nasz świat, są odbiciem nas samych. Co odbija się w lustrach szaleństwa, gdy człowiek przyjmuje perspektywę pluskwy, karalucha czy szczura i szczyci się tym? Czy chcielibyśmy żyć w świecie stworzonym przez karalucha i na jego podobieństwo? w świecie pluskwy i stworzonym na jej podobieństwo? Pisałem kiedyś, że ruch ekologiczny w jakichś niebezpiecznych czasach – a takie właśnie mamy – łatwo może przekształcić się w wyjątkowo zacofaną, mroczną sektę. I to właśnie dzieje się na naszych oczach. I z naszym przyzwoleniem. Gdy pewnego poranka przebudzimy się przemienieni w jakiegoś wyjątkowo obrzydliwego robaka czy owada, jak kafkowski Gregor Samsa, nie będziemy mieli więc nawet prawa do zdziwienia.