Przedmioty towarzyszą naszej codzienności, są z nami, uczestniczą w naszym życiu, posłuszne i pokorne, wypełniają przeznaczone im zadania i funkcje i pewnego dnia znikają, wymienione na inne, nowe, a niekiedy, prawie niezauważalnie, opuszczają nas na zawsze. Potem płowieją i zanikają nawet ich imiona, ich nazwy, i pamięć o nich przechowują jedynie stare encyklopedie i słowniki. Ich śmierć nigdy nie bywa tragiczna i spektakularna – po prostu rozpływają się powoli w gęstniejącej ciszy wieków. Prawie nikt o nich nie pamięta i nikt za nimi nie tęskni. Czy myślałaś kiedyś, ile przedmiotów znikło już z twego krótkiego życia? Ja czasem myślę o amforze.
Słabo rozwinięta sieć dróg w Galii w pierwszych wiekach naszej ery, a raczej niemal całkowity ich brak, spowodowały, że antyczne amfory, którymi transportowano wino przez tysiące lat, przestały być użyteczne. W nowych warunkach okazały się być stanowczo zbyt delikatne i kruche. Wtedy to Celtowie zaczęli z powodzeniem używać do przechowywania i transportu, nie tylko zresztą wina, ale i dziesiątków innych towarów, beczek z drewna sosnowego. Po roku 400 n.e. ich zastosowanie stało się już tak powszechne, że całkowicie wyparły amfory. W ten prozaiczny sposób piękna antyczna amfora, najpopularniejsza i wielce zasłużona metoda transportu towarów przez tysiąclecia, odchodzi powoli w zapomnienie. I jest to również punkt zwrotny w historii wina – materiał w którym fermentowały, leżakowały i w którym następnie je transportowano, czyli glina, zostaje zastąpiona drewnem. I trwa to do momentu pojawienia się pierwszej szklanej butelki, czyli do końca XVII wieku.