Kleopatra kochała perfumy. Kochała je do tego stopnia, że – jak głosi legenda – spryskiwała nimi nawet żagle łodzi, którymi podróżowała. Nie wiemy jednak, jak pachniały. Para naukowców – Robert Littman i Jay Silverstein – postanowiła to sprawdzić. Pomysł narodził się podczas wykopalisk w Tell Timai, w miejscu starożytnego egipskiego miasta Thmuis. To tutaj produkowano dwa najbardziej popularne zapachy starożytności: Mendesian i Metopian. Przechowywano je w glinianych amforach. I to w nich właśnie znaleziono pozostałości liczących ponad 2000 lat składników używanych do produkcji perfum. To pozwoliło założyć, że znajdują się wśród nich i te, których używała Kleopatra. Poddano je chemicznej analizie i na ich bazie oraz danych z zapisków o tym, czym pachniała Kleopatra, spróbowali odtworzyć zapach, którego ewentualnie mogła używać ostatnia królowa Egiptu. Jego bazą okazała się być mirra. Dopełniały go oliwa z oliwek, cynamon i kardamon. Efekt nie przypomina jednak perfum, jakie znamy dziś – antyczne produkty tego typu były znacznie gęstsze i bardziej lepkie, choć prawdopodobnie dzięki temu mogły być znacznie trwalsze. Odtworzono także drugi, znacznie ostrzejszy i bardziej piżmowy zapach, nazywany maścią metopijską, w której skład wchodziły: galbanum, miód, wino, mirra, gorzkie migdały, oliwki, kardamon, olej balsamiczny i terpentyna. To mocne, korzenne zapachy.
Wiemy więc jak mogła pachnieć Kleopatra, ale dokładnie nie wiemy jak pachniała. I nie dowiemy się tego nigdy. Możemy tylko zgadywać. O niej również wiemy niewiele. Może trochę o jej życiu, ale nie o śmierci. Romantyczny wariant z wężami w koszu fig to fikcja. Ciało Kleopatry nie nosiło żadnych charakterystycznych dla otrucia plam, a w komnacie nie znaleziono żadnego węża. Nikt nie wie, jaką truciznę zażyła ani jak ją sobie podała. Podobno na jej ramieniu znaleziono dwie małe ranki, co miało sugerować ukąszenie żmii, równie dobrze jednak mogło to być ukłucie zatrutą szpilką. Z całą pewnością nie chciała być niewolnicą Rzymian, więc samobójstwo jest wysoce prawdopodobne, ale jest równie prawdopodobne, że została zgładzona na ciche polecenie Oktawiana – jej śmierć była dla niego najkorzystniejszą alternatywą. Wiemy, że Marek Antoniusz odebrał sobie życie i skonał w jej ramionach, a ona przeżyła go o dwanaście dni. Nie wiemy, gdzie została pochowana, wersji jest kilka. Plutarch wspomina o tym, że Oktawian pozwolił, aby Antoniusza i Kleopatrę pochowano razem, nie podaje jednak miejsca. Opisuje też jej mauzoleum, z którego okien można było podziwiać morze – część północno-wschodnia starożytnej metropolii, obecnie niemal w całości pod wodą – ale nie sugeruje, by mauzoleum miało stać się ich grobem. Są przypuszczenia, że jej grobowiec może znajdować się w dawnym kompleksie świątyni Izydy w Taposiris Magna. Tylko domysły, nic więcej. Morze i historia spłukały i zatarły ślady po tej wielkiej władczyni i fascynującej kobiecie. Pozostał tylko jej zapach – pachniała korzennie. I może tylko tyle właśnie powinniśmy po sobie zostawiać. Kto wie.