Fakt, że gender, idea oparta na pseudonaukowych urojeniach ludzi, którzy dobrowolnie zaniechali używania rozumu, jest wykładana z całą powagą, ubraną do tego w naukowe stopnie, na uniwersytetach, najdobitniej świadczy o tym, że uniwersytety stały się siedliskiem zabobonu i powinno się tych miejsc unikać jak zarazy. Ich upadek rozpoczął się już na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a dziś, po sporych dozach ideowego propofolu i midazolamu, zaordynowanych im przez permisywny liberalizm, popadły w głęboką farmakologiczną śpiączkę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wyjdą z niej już nigdy.