Kobieta Jesse Strang

Dzisiejsza informacja prasowa o tym, że pewna młoda kobieta wdarła się do szkoły średniej w Tumbler Ridge w Kandzie i zastrzeliła kilka osób, w tym uczniów, natychmiast wydała mi się, jeśli nie podejrzana, to co najmniej dziwna. Masowe morderstwa nie są „specjalnością” kobiet i zdarzają się szalenie rzadko (nie potrafię wymienić niczego takiego poza przypadkiem Aileen Wuornos). Kobiety z reguły nie dokonują tego typu egzekucji, a w tej sytuacji najwyraźniej to egzekucja miała miejsce.

Chwila dalszego szukania w Internecie potwierdziła moje domysły. Informacja była błędna i świadomie przekłamana. Zabójcą okazał się Jesse Strang, transpłciowy mężczyzna, który proces tranzycji rozpoczął dopiero kilka lat temu, ale przedstawiany jest przez liberalne media, a nawet policyjne meldunki, jako „kobieta”. To on zastrzelił 9 osób, 25 ranił, a sam popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę.

Jednym z najbardziej podstępnych i destrukcyjnych procesów cywilizacyjnych naszego wieku jest cenzura korygująca, skrajnie obłudna i amoralna, a coraz powszechniej uprawiana przez „nowy wspaniały świat” lansujący totalny permisywizm. Ta cenzura nie zakazuje. W miejsce zakazów oferuje przyjemność, stabilność i brak stresu. Jej skutkiem, wyraźnie widocznym już w naszej psychice, jest lawinowo postępujący zanik zdolności rozpoznawania sprzeczności. Coraz częściej nie tylko bez problemów połykamy, ale coraz bardziej ochoczo akceptujemy wszystkie logicznie wykluczające się stwierdzenia, przez moment nawet nie odbierając ich jako problemu poznawczego czy moralnego. W świecie zdominowanym przez obraz, skrót i emocję łatwo traci się zdolność myślenia sekwencyjnego, łatwo przestaje się łączyć przyczyny i skutki oraz – co gorsza – zatraca się wrażliwość na sprzeczności, nawet gdy są ewidentne i uderzające. Jesse Strang nie był kobietą. Był mężczyzną, biednym i zagubionym frustratem, któremu zamiast tranzycji płciowej społeczeństwo powinno było zaproponować stosowną kurację psychiatryczną, bo być może wówczas zdołanoby zapobiec tej tragedii.

Gender

Fakt, że gender, idea oparta na pseudonaukowych urojeniach ludzi, którzy dobrowolnie zaniechali używania rozumu, jest wykładana z całą powagą, ubraną do tego w naukowe stopnie, na uniwersytetach, najdobitniej świadczy o tym, że uniwersytety stały się siedliskiem zabobonu i powinno się tych miejsc unikać jak zarazy. Ich upadek rozpoczął się już na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a dziś, po sporych dozach ideowego propofolu i midazolamu, zaordynowanych im przez permisywny liberalizm, popadły w głęboką farmakologiczną śpiączkę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie wyjdą z niej już nigdy.

Zwyczajny faszyzm

W komunistycznej Polsce, jak we wszystkich pozostałych sowieckich lennach, wyrażanie swoich poglądów zawsze kończyło się tym samym: taka osoba szybko znikała z życia publicznego, a niekiedy znikała także fizycznie. W krajach zawirusowanych komunizmem, podobnie jak w germańskim raju Trzeciej Rzeszy, mogły istnieć tylko poglądy dozwolone. Żadne inne nie miały prawa bytu. Zazdrościliśmy zachodniej Europie, zazdrościliśmy całemu wolnemu światu, że może koegzystować głośno wyrażając i konfrontując swoje przekonania. Od pewnego czasu role odwróciły się. W zapisie Zamaskowany rasizm, sprzed paru tygodni, pisałem, że obecnie w Szwecji „prawdziwa demokracja” jest definiowana wyłącznie przez wielokulturowość, polityczną poprawność, liberalizm oraz relatywizm genderowy, że jakakolwiek dyskusja jest niemożliwa, z góry wykluczona, a każde inne stanowisko i każdy inny pogląd stemplowane są natychmiast jako rasizm i że stempel ten skazuje ofiarę na polityczny, socjalny, towarzyski, a niekiedy nawet zawodowy niebyt. Aktualnie doświadczył tego Alexander Bard, muzyk i pisarz, który na Twitterze skrytykował ruch Black lives matter twierdząc, że czarni, zamiast podpalać sklepy i niszczyć pomniki powinni raczej ostro zabrać się za naukę, pracę i przestać żyć z socjalnych zasiłków. W mediach, totalnie opanowanych przez medialnych świętych, niewinnych, dziewiczych i szlachetnych, zawrzało. Nie, nikt nie podjął z nim jakiejkolwiek polemiki, nikt nie przedstawił kontrargumentów, nikt nie postawił żadnych pytań. Natomiast kategorycznie zażądano jego głowy. Żądaniom świętoszkowato oburzonych miernot stało się zadość – z Bardem, jako jurorem w telewizyjnym programie Mam Talent zerwano kontrakt, o czym dumnie poinformowała rzeczniczka prasowa TV 4, a Partia Liberalna, której był członkiem, błyskawicznie usunęła go ze swoich szeregów. Wszystko w ciągu jednego dnia – podziwu godna maszyneria połączonych sił politycznej poprawności, silnego zaczadzenia alterocentryzmem i debilizmu. Pierwsze skojarzenie przywodzi na myśl słowo bolszewizm, ale myślę, że jest to zbyt umiarkowane i poczciwe określenie. To, co ma obecnie miejsce w Szwecji, i w całej bez mała Europie, to zwyczajny faszyzm.

Zamaskowany rasizm

W Szwecji wciąż króluje przekonanie, że prawdziwa demokracja może być definiowana wyłącznie przez wielokulturowość, polityczną poprawność, liberalizm oraz relatywizm genderowy, a wszystkie inne opinie należy z góry wykluczyć i nawet ich nie dyskutować, bo są jedynie zamaskowanym rasizmem.

Ziemia! Ziemia!

Znakomita scena z pierwszego rozdziału powieści „Ziemia! Ziemia!” Sàndora Màrai. Opowiada w niej o swoich urodzinach w marcu 1944 roku, o gronie krewnych oraz znajomych, którzy zebrali się przy urodzinowym stole i nieuniknionej w tamtej sytuacji dyskusji politycznej. Wspomina o swoim kuzynie, który sprzyjał nazistom i zaciekle bronił swojej postawy. Gdy Màrai próbował podważyć sens jego słów w odpowiedzi usłyszał: Ja jestem narodowym socjalistą, a ty nie możesz tego zrozumieć, bo masz talent. Ja nie mam talentu i dlatego potrzeba mi narodowego socjalizmu. Gdy Màrai zaoponował podkreślając, jak bardzo nie ufa swojemu „talentowi” usłyszał: Ty tego nie możesz zrozumieć. Teraz nadszedł nasz czas, czas ludzi bez talentów. Teraz nadeszły nasze czasy”!

To prawda. Od tamtej epoki zaczyna się czas ludzi bez talentów. I czas ten wciąż trwa. I w sumie nie ma to większego znaczenia, czy będzie to narodowy socjalizm, kapitalizm czy liberalizm. W każdym wypadku jest to dyktatura ludzi bez talentów.