Sokrates i przyroda

Sokrates mawiał, że nie czuje żadnej wspólnoty z drzewami rosnącymi na zewnątrz murów miejskich. Kultura antyczna nie odnosiła się z szacunkiem do dzikiej przyrody. W jej systemie wartości przyroda w swoim prymitywnym kształcie była przeciwieństwem cywilizacji (civitas) i miasta (urbs), czyli porządku stworzonego przez człowieka, a człowiek ówczesny niczego nie pragnął tak bardzo jak tego, by jak najskuteczniej oddzielić się od natury, bo ta zawsze była nieprzewidywalna, okrutna, wroga i niszczycielska. Zaorane pole (ager) i ogród (hortus), świat nad którym człowiek panował, przeciwstawiano pojęciu saltus (lesiste miejsce), które znajdowało się po niepewnej, groźnej stronie życia. W dziełach starożytnych nie znajdziemy zachwytów nad przyrodą – przyroda jest w nich totalnie nieobecna. Zachwycano się człowiekiem, zachwycano się jego dziełami. Podziw dla przyrody nie wchodził w rachubę – człowiek dopiero z niej wyszedł i jak każdy parweniusz nie życzył sobie, by przypominano mu o jego pochodzeniu.