Jak cię widzą

Coraz natrętniej pojawiające się żądanie, by nie oceniać ludzi sugerując się jedynie ich wyglądem, jest niedorzeczne i absurdalne. Jesteśmy wzrokowcami i czyjś wygląd jest i zawsze będzie pierwszym kryterium oceny, czy tego chcemy czy nie. Tak jesteśmy skonstruowani. W tych naszych intuicyjnych ocenach nie mylimy się zresztą aż tak bardzo, by należało ten mechanizm kwestionować. Jest on w gruncie rzeczy niezawodny. Pierwsze wrażenie zadziwiająco często bywa najtrafniejsze i choć zdarza się, że przy bliższym poznaniu danej osoby nieco je korygujemy, to w sumie zawsze „piszemy ludzi tak, jak ich widzimy.” To pierwsze wrażenie ma ponadto decydujące znaczenie w sytuacjach, gdy nasz kontakt z kimś jest incydentalny. A taka jest absolutna większość naszych kontaktów. Jak wielu ludzi, których spotykasz w ciągu dnia, a przecież spotykasz ich dziesiątki – w pracy, na ulicy, w sklepie, w restauracji – wpisuje się potem w twoje życie? Jeden na stu? Jeden na tysiąc? Jeżeli więc ocierasz się o czyjeś inne istnienie i nie powtórzy się to już nigdy więcej, czyż nie jest oczywiste, że musisz poprzestać na tym pierwszym wrażeniu i że to ono pozostanie z tobą? Nie posiadamy niestety takiego wyposażenia, takiego aparatu, który pozwoliłoby nam zignorować czyjąś powierzchowność i zajrzeć bezpośrednio w głąb jego psychiki, szlachetnej czy podłej. Musimy zdać się na to, co widzimy i zaufać temu. Jeżeli ktoś jest niedbale czy niestarannie ubrany, jeżeli zachowuje się po chamsku, ma czarne od brudu paznokcie, roztacza wokół siebie nieprzyjemną woń, jeżeli cuchnie mu z ust, jeżeli wyraża się ordynarnie, jeżeli zamiast fryzury ma na głowie kołtun, wnioskujemy całkiem słusznie, że nie jest to człowiek, którego będziemy czy powinniśmy darzyć zaufaniem – niezależnie od być może potencjalnie pięknych cech jego charakteru, ale tak głęboko ukrytych, że pewnie nie ujawniają się nigdy, a w każdym bądź razie nie bez użycia groźby czy siły. Wydaje mi się jednak, że protesty, by nie oceniać ludzi po ich wyglądzie nie odnoszą się w gruncie rzeczy do tego, że tak ich oceniamy, ale do tego, że nie oceniamy ich tak, jak oni by sobie życzyli być oceniani – bez najmniejszego wysiłku z ich strony.