Noblowskie buraki

Wczoraj tradycyjny wieczór noblowski z bankietem w sztokholmskim Ratuszu. Zaproszono około 1300 gości, obowiązywał ten sam od roku 1901 code dress czyli frak z białą muszką dla mężczyzn, najlepiej ręcznie wiązaną, koszula z guzikami białymi lub z masy perłowej, do pary z białą kamizelką, skórzane, czarne buty z czarnymi sznurówkami bądź kokardą. Dla kobiet przepisy są dość łaskawe: suknia może odsłonić ręce, ramiona czy plecy, choć nie jest to wymagane, dopuszczalny jest szal, torebka, rękawiczki, choć niekoniecznie. Fason, kolor i tkanina sukien dowolne, byleby suknie były długie do ziemi. Naturalnie tiary, ordery oraz kilometrowe girlandy drogiej biżuterii. I futra, najprawdziwsze futra i etole, choć przemysł futrzarski oraz handel futrami dawno tu zbankrutowały, jako że hodowla zwierząt futerkowych jest tu społecznie potępiana, a odpowiednie prawodawstwo celowo i perfidnie uczyniło je nieopłacalnym.   

W tym roku gości uraczono przystawką oraz daniem głównym, które bazowały na rybach i skorupiakach. Na przystawkę podano więc buraki zapiekane z wodorostami i solą oraz krem ​​na wodorostach z zachodniego wybrzeża. Danie główne składało się z polędwicy z dorsza, faszerowanej krabem królewskim, podawanej z bułką z kalarepą, smażonym ciastem z nadzieniem z dorsza i kraba królewskiego oraz marynowaną cebulą z grzybami. Natomiast na deser zaserwowano pieczony krem czekoladowy z kompotem z borówek brusznicowych, lekko aromatyzowany syropem smołowym. A więc menu i wytworne i ekologiczne, jak na noblowski obiad przystało, ale jestem przekonany, że po tych wszystkich wspaniałościach w postaci buraków, wodorostów, kalarepy oraz marynowanej cebuli z grzybkami kolejka dostojnych pingwinów w najbliższym punkcie McDonald ‘sa musiała być imponująca. Osobiście powędrowałbym do któregoś z barów szwedzkiej sieci MAX – są lepsi od McDonalda.