W czasie walk z hordami zdrajcy Bohdana Chmielnickiego książę Jeremi Wiśniowiecki zasłynął zdecydowaniem i bezwzględnością, zyskując tym, zwłaszcza wśród historyków ukraińskich, miano kresowego Draculi. Niestety, polska historiografia nie jest mu o wiele bardziej przychylna, zarzucając krótkowzroczność, prywatę i nieuzasadnione okrucieństwo. Zdecydowanie inaczej widzieli go ówcześni Żydzi. Po klęsce wojsk koronnych pod Korsuniem Wiśniowiecki wyprowadził z Zadnieprza nie tylko swoje prywatne chorągwie i sporą liczbę cywilnej ludności, ale i Żydów, których Kozacy szczególnie bezlitośnie prześladowali i mordowali. Wiśniowiecki uratował tysiące z nich. Żydowski kronikarz Natan Hannower z Zasławia w kronice Jawein Mecula, kronice zdarzeń z lat 1648-1652, przedstawia Jeremiego jako zbawcę: niósł ich [uchodźców], jak na skrzydłach orlich, aż ich przeprowadził dokąd chcieli. Gdy im groziło niebezpieczeństwo z tyłu kazał im iść przed sobą, a gdy im groziło z przodu wówczas on maszerował przed nimi, jako tarcza i puklerz, a oni za nim kładli się obozem. Dla Natana Hannowera Jeremi Wiśniowiecki jest wzorem rycerza i zesłanym przez niebo wybawicielem. Czy był okrutny? Bez wątpienia, czasy był okrutne, a książę Jeremi nie miał litości dla gwałcicieli i morderców. Tak było w między innymi w Pohrebyszczach, gdzie Maksym Krzywonos dokonał rzezi Polaków i Żydów. Wójt miasta, rajcowie i popi, sprzyjający rebelianckiej bandzie, zostali wbici na pal. Czymże jednak było okrucieństwo księcia Jeremy w porównaniu z okrucieństwami, których dopuszczali się „powstańcy” Chmielnickiego i ich tatarscy sojusznicy? Natan Hannower w swojej kronice pisze: Wiele gmin, leżących na Zadnieprzu, a bliskich pola walki jak np. Perejasław, Baryszówka, Praton, Barjuplin, Łubin, Lachowice , a nie mogących uciec, zostało wymordowane za Imię święte i poległo wśród mąk straszliwych i gorzkich. Z jednych zdarto skórę, a ciało rzucono psom na żer, innym odcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę; przez ich ciała przejeżdżały wozy i tratowały ich konie. Innym zadano tyle ran, że byli bliscy śmierci i rzucano ich na ulicę; nie mogąc rychło umrzeć, tarzali się we krwi, aż uszła ich dusza; innych grzebano żywcem. Dzieci zarzynano na łonie matek; wiele dzieci pocięto na kawałki jak ryby. Kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy, a wydobyty płód zabijano w ich obliczu. Innym rozpruwano brzuchy i wsadzano żywego kota do wnętrza i tak zostawiano przy życiu, zaszywając brzuchy. Następnie obcinano im ręce, by nie mogli wyjąć tego kota. I wieszali niemowlęta na piersiach matek, inne dzieci nabijano na rożen, pieczono przy ogniu i przynoszono matkom, by jadły ich mięso. Częstokroć brali dzieci żydowskie i robili z nich mosty, by przechodzić przez nie. I nie było żadnej możliwej męczarni, którejby Kozacy tutaj nie stosowali; wszystkie cztery rodzaje śmierci: ukamieniowanie, spalenie, zabicie i uduszenie. Wszystko to czynili, wszędzie dokąd dotarli, nie inaczej też postępowali z Polakami, a szczególnie z księżmi.
Szczególnie negatywnie opisywany był i wciąż jest książę Wiśniowiecki przez Ukraińców. W ich tradycji jest on nie tylko bezprzykładnym okrutnikiem, ale i głównym odpowiedzialnym za brak jakiegokolwiek polsko-ukraińskiego pojednania. Część polskich historyków bezmyślnie powtarza te opinie, jakoś nigdy nie cytując tego, co Chmielnicki, upojony sukcesami, mówił w lutym 1649 roku: Jużem dokazał, o czemem nie myślał zrazu, i dalej com umyślił. Wybiję z lackiej niewoli naród ruski wszystek; a com pierwej o szkodę moją i krzywdę wojował, teraz wojował będę o wiarę prawosławną naszą. Pomoże mi tego Czerń wszystka, po Lublin, po Kraków, której ja nie odstąpię, bo to prawa ręka nasza. Żebyście zaś chłopstwa nie zniósłszy w Kozaków nie uderzyli, będę miał dwakroć, trzykroć sto tysięcy swoich […]. Za granicę na wojnę nie pójdę, szabli na Turki i Tatary nie podniosę; dosyć mam na Ukrainie i Podolu a Wołyniu teraz; dosyć wczasu, dostatku i pożytku w ziemi i xięstwie mojem po Lwów, Chełm i Halicz. A stanąwszy nad Wisłą, powiem dalszym Lachom «sedijte mołcijte Lachy». I duków, i kniaziów tam zahonię, a będąli i z Zawiśla krzykać, znajdę ja ich tam pewnie. Nie postoi mi noga żadnego kniazia i szlachetki w Ukrainie.
O jakim pojednaniu można tu było mówić?