Memento

Pojawiły się interesujące wyniki badań dotyczących wpływu wojny na Ukrainie na populację dziko żyjących psów. Okazało się, że konflikt zbrojny działa jak bezlitosny mechanizm doboru naturalnego. Warunki wojenne powodują, że zwierzęta zmuszone są do brutalnej walki o byt, a to niesie za sobą szereg charakterystycznych zmian. Psy o krótkich łapach, które nie są w stanie sprawnie przemieszczać się w trudnym terenie, znikły z terenów frontu; ten sam los spotkał psy z płaskimi nosami, co jest konsekwencją ich mniejszej wydolności oddechowej; nie spotyka się też psów z cechami typowymi dla ras ozdobnych. Populacja przyfrontowych psów upodobniła się do dzikich psowatych, słabsze gatunki wyginęły i na terenach działań wojennych obserwuje się niemal wyłącznie psy zdrowe, chociaż w większości mocno niedożywione.

Nagrania pokazały także, że istnieją grupy psów, które nauczyły się egzystować w stadach, które razem polują i żywią się padliną, by przetrwać. Potwierdziły się też wcześniejsze doniesienia o psach zjadających ciała poległych żołnierzy, których zwłoki nie są zabierane z pola walki. Zjawisko jest dość makabryczne, ale nie jest zaskakujące – psy, podobnie jak wilki, są fizjologicznie przystosowane do żywienia się martwymi zwierzętami i mogą również żywić się martwymi ludźmi, gdy brakuje innego pokarmu.

Wystarczyły 4 lata działań wojennych, by włączył się mechanizm doboru naturalnego, który bezwzględnie premiuje cechy przetrwania. To ważne memento, bowiem mechanizm ten dotyczy także i nas, ludzi.

Ruskie mrożonki

Niedawno nasza wspaniała i potężna Europa, szczęśliwie zjednoczona, miała podjąć kluczową decyzję o sfinansowaniu pomocy dla walczącej Ukrainy. Absolutnie najsensowniejszym pomysłem była propozycja użycia zamrożonych na Zachodzie rosyjskich aktywów, skądinąd ogromnych. Rosjanie rozpoczęli tę wojnę i to oni powinni za nią zapłacić. Logiczne? Logiczne, tyle że Europa od dawna już nie rządzi się logiką.

Niemal natychmiast pojawiły się sugestie, początkowo nieśmiałe, że sięgnięcie po „finansowe mrożonki” made in Russia może szalenie urazić wrażliwego rosyjskiego Hitlera, czyli Putina. Potem odezwał się ryczący lew Ameryki, przypominając nam, że nieco wcześniej nakazał, by Stany Zjednoczone głosowały w ONZ  pospołu z Rosją, Białorusią i Koreą Północną, co powinno nam wiele podpowiedzieć, bo jeżeli ktoś głosuje razem z Rosją, Białorusią i Koreą Północną, a my doskonale wiemy, czym są te kraje, to jest to sprawa – by określić to najdelikatniej jak można – bardzo, bardzo brudna i bardzo śmierdząca. Następnie Belgia dostała drgawek ze strachu przed zemstą Rosji, a wraz z nią dziesiątki tzw. unijnych polityków. Najwyraźniej był to strach irracjonalny, chyba że przyjmiemy, że był to strach przed odwołaniem się do godności i uczciwości. Tego unijni politycy boją się bowiem bardziej niż ognia i unikają jak zarazy. Wtedy otwarcie już zaczęto pokrzykiwać, że rosyjskich aktywów odmrażać nie wolno. Dlaczego niby? Posłuchajcie, bo tu zaczyna się prawdziwy koncert: bo konfiskata może spowodować niestabilność finansową Zachodu, nawet dewaluację euro, grozi naruszeniem prawa międzynarodowego (sic!), może wywołać szalony niepokój na Globalnym Południu (jeżeli cokolwiek to znaczy), oraz stworzyć bardzo niebezpieczne precedensy. To tak w skrócie jedynie, wytoczono bowiem znacznie więcej tym podobnych „argumentów”.

W następstwie tego żenującego spektaklu trzęsidupstwa zamiast ukarać Rosję za jej zbrodnie postanowiono … zadłużyć się, zadłużyć się na sumę 90 mld euro, które otrzyma Ukraina, by dalej bronić się przed atakami rosyjskich zbrodniarzy. Spróbujmy zrozumieć właściwie, co to znaczy: za wywołanie wojny, kolosalne zniszczenia, za cierpienia dziesiątków tysięcy ludzi, za tysiące zabitych i pomordowanych … mamy zapłacić my, ty i ja, bo pożyczka zaciągnięta w imieniu Unii Europejskiej to pożyczka zaciągnięta w naszym imieniu i to my zmuszeni będziemy ją spłacać, tak czy owak. Nie Rosja, ale my. I, żeby nie było żadnych wątpliwości, jest to „triumf dyplomacji” oraz „zwycięstwo praworządności”. Tak, wiem, nazwano to ładnie „długiem ukraińskim”, chociaż dług ten zaciągnięto w imieniu Unii Europejskiej i to Europa będzie go spłacać, a nie wykrwawiona i bezczelnie rozkradana przez wszystkich Ukraina. Jeżeli myślisz, że to Unia, i że ciebie to nie dotyczy, to mylisz się bardzo. Unia to ty i twoje podatki i to one sfinansują tchórzostwo i asekuranctwo unijnych marionetek.

Jawein Mecula, żydowska kronika

W czasie walk z hordami zdrajcy Bohdana Chmielnickiego książę Jeremi Wiśniowiecki zasłynął zdecydowaniem i bezwzględnością, zyskując tym, zwłaszcza wśród historyków ukraińskich, miano kresowego Draculi. Niestety, polska historiografia nie jest mu o wiele bardziej przychylna, zarzucając krótkowzroczność, prywatę i nieuzasadnione okrucieństwo. Zdecydowanie inaczej widzieli go ówcześni Żydzi. Po klęsce wojsk koronnych pod Korsuniem Wiśniowiecki wyprowadził z Zadnieprza nie tylko swoje prywatne chorągwie i sporą liczbę cywilnej ludności, ale i Żydów, których Kozacy szczególnie bezlitośnie prześladowali i mordowali. Wiśniowiecki uratował tysiące z nich. Żydowski kronikarz Natan Hannower z Zasławia w kronice Jawein Mecula, kronice zdarzeń z lat 1648-1652, przedstawia Jeremiego jako zbawcę: niósł ich [uchodźców], jak na skrzydłach orlich, aż ich przeprowadził dokąd chcieli. Gdy im groziło niebezpieczeństwo z tyłu kazał im iść przed sobą, a gdy im groziło z przodu wówczas on maszerował przed nimi, jako tarcza i puklerz, a oni za nim kładli się obozem. Dla Natana Hannowera Jeremi Wiśniowiecki jest wzorem rycerza i zesłanym przez niebo wybawicielem. Czy był okrutny? Bez wątpienia, czasy był okrutne, a książę Jeremi nie miał litości dla gwałcicieli i morderców. Tak było w między innymi w Pohrebyszczach, gdzie Maksym Krzywonos dokonał rzezi Polaków i Żydów. Wójt miasta, rajcowie i popi, sprzyjający rebelianckiej bandzie, zostali wbici na pal. Czymże jednak było okrucieństwo księcia Jeremy w porównaniu z okrucieństwami, których dopuszczali się „powstańcy” Chmielnickiego i ich tatarscy sojusznicy? Natan Hannower w swojej kronice pisze: Wiele gmin, leżących na Zadnieprzu, a bliskich pola walki jak np. Perejasław, Baryszówka, Praton, Barjuplin, Łubin, Lachowice , a nie mogących uciec, zostało wymordowane za Imię święte i poległo wśród mąk straszliwych i gorzkich. Z jednych zdarto skórę, a ciało rzucono psom na żer, innym odcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę; przez ich ciała przejeżdżały wozy i tratowały ich konie. Innym zadano tyle ran, że byli bliscy śmierci i rzucano ich na ulicę; nie mogąc rychło umrzeć, tarzali się we krwi, aż uszła ich dusza; innych grzebano żywcem. Dzieci zarzynano na łonie matek; wiele dzieci pocięto na kawałki jak ryby. Kobietom ciężarnym rozpruwano brzuchy, a wydobyty płód zabijano w ich obliczu. Innym rozpruwano brzuchy i wsadzano żywego kota do wnętrza i tak zostawiano przy życiu, zaszywając brzuchy. Następnie obcinano im ręce, by nie mogli wyjąć tego kota. I wieszali niemowlęta na piersiach matek, inne dzieci nabijano na rożen, pieczono przy ogniu i przynoszono matkom, by jadły ich mięso. Częstokroć brali dzieci żydowskie i robili z nich mosty, by przechodzić przez nie. I nie było żadnej możliwej męczarni, którejby Kozacy tutaj nie stosowali; wszystkie cztery rodzaje śmierci: ukamieniowanie, spalenie, zabicie i uduszenie. Wszystko to czynili, wszędzie dokąd dotarli, nie inaczej też postępowali z Polakami, a szczególnie z księżmi.

Szczególnie negatywnie opisywany był i wciąż jest książę Wiśniowiecki przez Ukraińców. W ich tradycji jest on nie tylko bezprzykładnym okrutnikiem, ale i głównym odpowiedzialnym za brak jakiegokolwiek polsko-ukraińskiego pojednania. Część polskich historyków bezmyślnie powtarza te opinie, jakoś nigdy nie cytując tego, co Chmielnicki, upojony sukcesami, mówił w lutym 1649 roku: Jużem dokazał, o czemem nie myślał zrazu, i dalej com umyślił. Wybiję z lackiej niewoli naród ruski wszystek; a com pierwej o szkodę moją i krzywdę wojował, teraz wojował będę o wiarę prawosławną naszą. Pomoże mi tego Czerń wszystka, po Lublin, po Kraków, której ja nie odstąpię, bo to prawa ręka nasza. Żebyście zaś chłopstwa nie zniósłszy w Kozaków nie uderzyli, będę miał dwakroć, trzykroć sto tysięcy swoich […]. Za granicę na wojnę nie pójdę, szabli na Turki i Tatary nie podniosę; dosyć mam na Ukrainie i Podolu a Wołyniu teraz; dosyć wczasu, dostatku i pożytku w ziemi i xięstwie mojem po Lwów, Chełm i Halicz. A stanąwszy nad Wisłą, powiem dalszym Lachom «sedijte mołcijte Lachy». I duków, i kniaziów tam zahonię, a będąli i z Zawiśla krzykać, znajdę ja ich tam pewnie. Nie postoi mi noga żadnego kniazia i szlachetki w Ukrainie.

O jakim pojednaniu można tu było mówić?

Syndrom sztokholmski

Joel Halldorf jest religioznawcą, pisarzem i współpracownikiem szwedzkiego dziennika Expressen. Na wstępie swego artykułu w tym arcyliberalnym piśmie cytuje słowa znanego niemieckiego pacyfisty, luterańskiego księdza i teologa, Dietricha Bonhoeffera, mówiące, że człowiek, który musi chwycić za broń, powinien codziennie prosić Boga o przebaczenie grzechów i modlić się o pokój. I kontynuuje, w jeszcze bardziej pacyfistycznym, ale jakże skandynawskim duchu: Więc wyślij broń, ale rób to ze łzami. Pomyśl nie tylko o wolności Ukrainy, ale także o rosyjskich żołnierzach, w których uderzą pojazdy opancerzone. Bo nawet jeśli Putin traktuje ich jako elementy gry, to przede wszystkim są ludźmi. Nie, nie potępiam Ukraińców, którzy się bronią. Ale też bym ich nie potępił, gdyby zdecydowali się skapitulować przed wielkim sąsiadem. Kosztowałoby ich to wolność, ale mogłoby uratować tysiące istnień. 

Innymi słowy: zaprzestań walki, stań się niewolnikiem, być może w ten sposób będziesz mógł zachować twoje nędzne życie, choć nie jest to ani pewne ani gwarantowane, ale dzięki swojej wielkoduszności na pewno oszczędzisz życie twoich wrogów i prześladowców. Miło jednak ze strony Joela Halldorfa, że chociaż nie potępia „małych” Ukraińców, którzy bronią się przed „wielkim sąsiadem”, bo przecież każdy, kto broni swojej wolności zasługuje na potępienie, czyż nie? Czemu mnie to nawet nie zaskakuje? Raz jeszcze sztokholmski syndrom w klasycznym wydaniu – zawsze po stronie „biednego” bandyty czy mordercy. Co za nędzna rasa. 

Sonderfahndungsbuch Polen

Sonderfahndungsbuch Polen, Specjalna księga Polaków ściganych listem gończym była alfabetycznym wykazem imiennym zawierającym ponad 61 tys. nazwisk Polaków najbardziej zasłużonych dla Polski, przeznaczonych do likwidacji na terenach wcielonych do III Rzeszy w ramach operacji Tannenberg. Operacja ta jest kryptonimem niemieckiej akcji mającej na celu eksterminację polskiej warstwy przywódczej oraz inteligencji (Liquidierung der polnischen Führungsschicht). Hitler, podobnie jak dzisiaj Putin odnośnie Ukrainy, ogłosił ten ludożerczy program otwarcie i oficjalnie na tydzień przed inwazją na Polskę w Obersalzbergu: „(…) celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf,  dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową.” 

Lista ta przygotowana została na polecenie Reinharda Heydricha przez kontrwywiad służby bezpieczeństwa SS przy współpracy z niemiecką mniejszością zamieszkałą na terenie Polski.  Wydrukowano ją nawet w formie książki w lipcu 1939 roku w Berlinie. Intelligenzaktion, zwana eufemistycznie również Flurbereinigung („Akcja Oczyszczenia Gruntu”) lub – jeszcze bardziej neutralnie – Direkteaktion, czyli „akcja bezpośrednia”, była jedynie małą częścią wielkiego planu germanizacyjnego przygotowanego m.in. dla terenów okupowanej Polski zwanego przez Niemców Generalplan Ost. W celu łatwiejszego przejęcia kontroli nad podbitym terytorium oraz osłabienia w przyszłości ewentualnej działalności konspiracyjnej opracowano plan zniszczenia i eksterminacji polskiej warstwy przywódczej, inteligencji, elity kulturalnej, politycznej, religijnej oraz warstwy posiadaczy i kapitalistów polskich. Niemcy wytypowali do likwidacji wszystkich, którzy cieszyli się autorytetem w polskim społeczeństwie – nauczycieli, lekarzy, dentystów, oficerów, urzędników, kupców, posiadaczy ziemskich, prawników, pisarzy, dziennikarzy, absolwentów szkół wyższych i średnich, członków organizacji i stowarzyszeń. Do najbardziej krwawych eksterminacji doszło na Pomorzu. Zamordowano wtedy około 40 tysięcy ludzi, a było to możliwe przez masowy udział w tej akcji „niewinnych” Niemców, czyli mniejszości niemieckiej, która entuzjastycznie pomogła w przygotowaniu i dokonaniu ludobójstwa.

W niemieckich planach nie przewidywano dla Polski żadnej formy ustanowienia protektoratu lub rządu satelickiego złożonego z Polaków, a jedynie niemiecki zarząd. Potwierdzenie tego znajduje się w protokole pierwszej narady szefów głównych urzędów policyjnych i dowódców operacyjnych z dnia 7.09.1939 roku, które odbyło się w Berlinie. „Przywódcza warstwa ludności w Polsce powinna zostać w takim stopniu, jak to jest możliwe, unieszkodliwiona”. Najbardziej jednoznacznie określił to Martin Bormann w swoich tajnych notatkach ze spotkania z Hitlerem, które odbyło się w 1940 roku: „Generalne Gubernatorstwo jest naszym rezerwuarem siły roboczej do prostych prac (cegielnie, budowa dróg, itd., itp.) (…) Należy bezwarunkowo zwrócić uwagę na to, że nie może być żadnych „polskich panów”; gdzie są tacy polscy panowie, mają być oni, choćby nie wiem jak twardo to zabrzmiało, zabici (…) Führer musi podkreślić jeszcze raz, że dla Polaków może być tylko jeden pan i jest nim Niemiec, dwóch panów obok siebie nie może być i nie ma na to zgody, dlatego wszyscy przedstawiciele polskiej inteligencji mają zostać zabici. Albo jak to wyraził jeszcze w roku 1939 Hitler: Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników.  

Po eliminacji elity społeczeństwa polskiego oraz stłumieniu siłą wszelkich przejawów oporu zamierzano sprowadzić resztę populacji do roli niewolników, którzy będą wykonywali proste czynności w służbie dla niemieckiej rasy panów. Niemcy uważali Polaków za rodzaj podludzi, slawische Untermenschen, żywiąc do nas ten sam rodzaj pogardy, który w identyczny sposób przejawia się w postawie Rosjan do Ukraińców, określanych przez nich mianem chachły. Chachły dosłownie oznacza wiązkę słomy. Jest to termin jednoznacznie pejoratywny i obraźliwy. Niemcy i Rosjanie, te dwie bliźniacze nacje naszego kontynentu, żywią to samo zbrodnicze przekonanie – to, mianowicie, że posiadają prawo decydowania o życiu i śmierci innych ludzi.  

Po wybuchu wojny listy proskrypcyjne były uzupełniane na bieżąco. Drugie wydanie z roku 1940, zredagowane w wersji dwujęzycznej niemiecko-polskiej, opublikowano w Krakowie po zakończeniu wstępnej akcji eliminacji inteligencji. Była to ostatnia publikacja list pod tą nazwą. Później wychodziły już pod nazwą „Fahndungsnachweis”. Niemcy pracowali solidnie i metodycznie. Bardzo niewiele osób, które znalazły się na tych listach, zdołało przetrwać czas niemieckiej okupacji.

Biedni, otumanieni Niemcy. Ale czy tylko Hitler „omamił” tych biednych Niemców? Niemcy najwidoczniej kochają być „omamiani”. Przez 16 lat rządów Angela Merkel była traktowana przez nich niemalże jak święta i sumienie świata. Zdołali to nawet wmówić innym. W obecnej chwili jej pomnikowy obraz przypomina w najlepszym razie szkaradnie dysmorficzne rzeźby Henry’ego Moore’a. Niemcy zostali więc znów paskudnie „omamieni” przez jakichś złych faszystów, co nie przeszkadza, że nadal obsadzają bez mała wszystkie kluczowe stanowiska w polityce oraz ekonomii na ich odwiecznym poletku doświadczalnym, nazywanym przez naszą naiwność Europą. A polscy wysocy urzędnicy i parlamentarzyści chętnie wypinają piersi pod ordery, przyznawane przez przedstawicieli rasy panów w uznaniu za popieranie ich łajdactw. Życie toczy się dalej.  

Sonderfahndungsbuch Polen. Liquidierung der polnischen Führungsschicht. Direkteaktion. Intelligenzaktion. Flurbereinigun. Fahndungsnachweis – proponuję, abyś ty, który czytasz te słowa spróbował wyobrazić sobie, że jesteś rzetelnym urzędnikiem niemieckim, że siedzisz przy solidnym niemieckim biurku i z powagą oraz germańską dumą nanosisz na którąś z tych list nazwiska niewinnych ludzi, których trzeba zamordować, zabić, zagazować albo zamęczyć na śmierć. Założę się, że nie będziesz czuł się winny.  

Dwa języki

Fragment z raportu niemieckiego generała SS Jűrgena Stroopa o zniszczeniu warszawskiego getta: Tylko dzięki bezustannej i niestrudzonej pracy wszystkich zaangażowanych odnieśliśmy sukces, chwytając ogółem pięćdziesiąt sześć tysięcy pięciu Żydów, których zniszczenie może być zapewnione. Do tych należy dodać liczbę Żydów, którzy stracili życie w eksplozjach i płomieniach.

Kiedy zastanawiam się, kto jeszcze – poza generałem niemieckim – mógłby sformułować swój raport w podobnie nieludzki, zwyrodniały i odrażający sposób, przychodzi mi na myśl jedynie generał rosyjski. Tylko w tych językach można użyć słowa „sukces” w kontekście zgładzenia  pięćdziesięciu sześciu tysięcy pięciu ludzi w warszawskim getcie lub zamordowania 22 tysięcy jeńców w Katyniu i nie pojawia się w nich jakikolwiek dysonans, i ich gramatyka nie krzyczy z przerażenia.  Na naszym kontynencie tylko te dwie nacje bezczelnie i bezkarnie posługują się taką stylistyką. Współczesna nauka utrzymuje, że słownictwo, narracja, oraz sposób wyrażania pojęć, kształtują nasze postrzeganie rzeczywistości i z całą pewnością sprawdza się to większości europejskich języków – poza niemieckim i rosyjskim. Do nich można zastosować raczej twierdzenie Wilhelma von Humboldta, zmarłego w drugiej połowie dziewiętnastego wieku niemieckiego polityka i filozofa, który uważał, że sposób postrzegania świata jest wynikiem emanacji ducha narodu (Volksgeist), który najpełniej przejawia się właśnie w języku. W ponurej językowej rzeczywistości niemieckiego i rosyjskiego zamordowanie dziesiątków tysięcy ludzi da się określić słowem „sukces” i w ich odczuciu nie brzmi to ani przerażająco ani nawet fałszywie. Co Rosjanie udowodniają obecnie na Ukrainie.

9 biedroni

Staję w obronie osób transpłciowych chcących opuścić Ukrainę – heroicznie oświadczył na Twitterze nijaki Biedroń. I, jak przystało na prawdziwego bojownika o prawa mniejszości, nie poprzestał na tym. Poucza więc Ukrainę, że aspirując do tego, by stać się państwem członkowskim Unii Europejskiej, powinna co rychło zacząć wdrażać standardy panujące w krajach członkowskich. Zwraca się z apelem do prezydenta Zełenskiego, by nie powoływał się na jakieś tam palące i naglące problemy, lecz raczył wreszcie zwrócić uwagę „na sytuację osób transpłciowych wliczając w to kobiety po zmianie płci oraz transpłciowe i interpłciowe kobiety z oznaczoną płcią męską w swoich paszportach”. Dzielnego polityka polskiej lewicy niepomiernie martwi również fakt, że w związku z trwającą na Ukrainie mobilizacją mężczyźni w wieku od 18 do 60 lat nie mają, niestety, pozwolenia na opuszczenie terytorium kraju i jest to ewidentne łamanie ich praw. Innym poważną sprawą, który spędza sen z oczu Biedronia jest to, że na Ukrainie występuje obecnie wręcz skandaliczny „problem z dostępem do leczenia hormonalnego”. Na koniec przypomina prezydentowi Zełenskiemu, że chociaż Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą władze Ukrainy do rozwiązania tego arcyważnego problemu (rezolucja wyrażająca troskę o los osób transpłciowych, została przyjęta 26 kwietnia 2022 roku, dokładnie dwa miesiące i dwa dni po wybuchu wojny na Ukrainie!!!), to wedługnaszych doniesień nic w tej sprawie nie zostało zrobione”

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem używania w dyskusji tzw. mocnych słów, wyzwisk, obelg i wulgaryzmów, ale po zapoznaniu się z bełkotem wyżej wspomnianego osobnika, nie mogę oprzeć się pokusie, by nie zapytać, kto tego totalnego idiotę wpuścił do Parlamentu Europejskiego i jakim cudem zajmuje on tam jeszcze miejsce. Bezprzykładna czelność tego osobnika podsuwa mi myśl, by jego nazwiskiem określać miarę bezwstydu i chamstwa. W ten sposób wpis na Twitterze, o którym mowa, zdobyłby co najmniej 9 pełnych biedroni na 10 możliwych.

Sułtańskie ultimatum

W 1676 roku sułtan turecki Mehmed IV wystosował ultimatum do Kozaków zaporoskich zamieszkujących ziemie za porohami Dniestru (środkowa Ukraina), którzy skutecznie się bronili przed ekspansją imperium osmańskiego. List sułtański miał brzmieć mniej więcej tak: „My, sułtan, syn Muhammada; brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga; władca Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Górnego i Dolnego Egiptu, cesarz cesarzy; suweren suwerenów; rycerz znamienity i niezwyciężony; niezachwiany strażnik grobu Jezusa Chrystusa; powiernik przez samego Boga wybrany; nadzieja i pocieszenie muzułmanów; wielki poskromiciel i opiekun chrześcijan – nakazujemy Wam, Zaporożcom, podporządkować nam się z własnej woli i bez oporu, jak też przestać nas niepokoić najazdami”.

Odpowiedź Kozaków zaporoskich brzmiała następująco: „O sułtanie, diable turecki z czarciego rodu, towarzyszu samego Lucyfera, bądź pozdrowiony! Jakiż z Ciebie rycerz piekielnik, żegołym tyłkiem jeża ubić nie zdołasz? Diabeł sra, a Twoja armia to żre. Nie będziesz, suczy synu, niewolił dzieci chrześcijańskich; niestraszne nam Twoje wojska i bić się z Tobą będziemy na lądzie i morzu, pieprzona twoja mać. Ty parobku babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze z Jerozolimy, kozojebco aleksandryjski, świnopasie górno i dolnoegipski, wieprzu armeński, złodzieju podolski, katamito Tatarów, kacie Kamieńca i błaźnie całego świata i podziemia, głupcze przed Bogiem, wnuku węża i czyraku na naszych kutasach. Ty świński ryju, kobyli zadzie, kundlu z jatki, łbie niechrzczony, pieprzona Twoja mać!

Oto, co Zaporożcy Ci oświadczają, szumowino. Chrześcijanom świń nawet pasał nie będziesz. I na tym kończymy, albowiem na datach się nie znamy i kalendarza u nas nie masz; księżyc na niebie nam za niego starczy i rok Pański, a dzień tu taki sam jak i u Ciebie – całujże nas przeto w rzyć. Ataman koszowy Iwan Sirko z całym zaporoskim towarzystwem”.

Dobre towarzystwo

Bezgraniczna i ślepa złość Żydów przy najmniejszym podejrzeniu, że mogliby utracić monopol na martyrologię. Wygląda na to, że tylko oni mają prawo decydować, kto był ofiarą tej brudnej niemieckiej wojny i tylko oni mogą w tej sprawie orzekać. Cierpienia innych nacji, cierpienia innych ludzi nie mają tu znaczenia.

Dzisiaj ich roszczenia do tej wyłączności poparła Ukraina ( a więc potomkowie dzielnych progermańskich zbrodniarzy z 14 Dywizji Waffen SS-Galizien) oraz Norwegia (a więc potomkowie Quislinga, który w swojej nienawiści do Żydów przeszedł nawet Niemców). Pozostaje mieć nadzieję, że Żydzi będą czuć się dobrze w tym towarzystwie.