Wyrażenie „butelki bolońskie” odnosiło się do butelek schładzanych w zimnym powietrzu, co powodowało, że ich gruby koniec był odporny nawet na uderzenia młotkiem, choć butelka rozpryskiwała się u niesłychaną łatwością już po wrzuceniu małego kamyczka do jej wnętrza. Wyrażenia tego używano jako metafory kruchości i siły. I była to wyjątkowo trafna metafora losu pewnych ludzi, ludzi tak silnych i odpornych, że nie załamują ich żadne przeciwności, żadne nieszczęścia, żadne ciosy, ale czasem unicestwia ich ów „mały kamyczek”, podarta pończocha Glorii z filmu „Czyż nie dobija się koni” S. Pollacka. Człowieka rzadko niszczą wielkie tragedie – częściej jest to drobiazg, który odsłania pustkę i bezsens. To właśnie czyni nasz los tak przejmującym – każdy z nas nosi w sobie taką „butelkę bolońską”, cienkościenną, kruchą, która może wytrzymać ogromne naciski z zewnątrz, ale pęka i rozsypuje się przy spotkaniu z jakimś niepozornym „małym kamyczkiem”.