Butelki bolońskie

Wyrażenie „butelki bolońskie” odnosiło się do butelek schładzanych w zimnym powietrzu, co powodowało, że ich gruby koniec był odporny nawet na uderzenia młotkiem, choć butelka rozpryskiwała się u niesłychaną łatwością już po wrzuceniu małego kamyczka do jej wnętrza. Wyrażenia tego używano jako metafory kruchości i siły. I była to wyjątkowo trafna metafora losu pewnych ludzi, ludzi tak silnych i odpornych, że nie załamują ich żadne przeciwności, żadne nieszczęścia, żadne ciosy, ale czasem unicestwia ich ów „mały kamyczek”, podarta pończocha Glorii z filmu „Czyż nie dobija się koni” S. Pollacka. Człowieka rzadko niszczą wielkie tragedie – częściej jest to drobiazg, który odsłania pustkę i bezsens. To właśnie czyni nasz los tak przejmującym – każdy z nas nosi w sobie taką „butelkę bolońską”, cienkościenną, kruchą, która może wytrzymać ogromne naciski z zewnątrz, ale pęka i rozsypuje się przy spotkaniu z jakimś niepozornym „małym kamyczkiem”.

Chlubne niemieckie tradycje

Najpierw sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, Jarosław Łuczaj, na wniosek zapyziałego niemieckiego miasteczka Zittau, czeskiego i niemieckiego oddziału Greenpeace oraz Fundacji Frank Bold (jeszcze jedna podejrzana organizacja ekologiczna) wydał postanowienie w sprawie wstrzymania pracy w kopalni w Turowie. Teraz Stołeczny Sąd Okręgowy zakazuje ministrowi sprawiedliwości, Zbigniewowi Ziobrze, wypowiadać się na temat produkcji filmowej nijakiej Agnieszki Holland.

W Polsce można bezkarnie obrażać Prezydenta, można obrażać Premiera, robi się to zresztą codziennie i tego żaden sąd nie zakazuje, a ludzi, którzy dopuszczają się tego pieszczotliwie gładzi po główkach, często przyznając odszkodowania za cierpienia związane z „włóczeniem ich po sądach”. Zastanawia mnie jednak, jak to jest więc możliwe, że w przypadku, gdy ktoś nie wyraża się zbyt pochlebnie o twórczości p. Holland, sąd w ogóle zabrania wypowiadania się na ten temat? Prasa informuje, że adwokaci reżyserki podjęli kroki prawne wobec ich zdaniem krzywdzącej wypowiedzi p. Zbigniewa Ziobry. Naturalnie, to im wolno. To można zrozumieć. Sąd może rozpatrzeć kwestie związane z pomówieniem czy oszczerstwem. Trudno natomiast pojąć,  jakim cudem w demokratycznym, podobno, kraju sąd może zakazać komuś wypowiadania swoich opinii. O czymkolwiek. Choćby o filmie p. Holland.  

Proniemiecka polityka byłego premiera Tuska ma jednak na swoim koncie pewne sukcesy, co trzeba ze smutkiem odnotować. Kontynuujemy niemieckie tradycje – produkcji filmowych słynnej pupilki Hitlera, czyli Berty Helene Amalie „Leni” Riefenstahl, także nie wolno było krytykować, a wyrażanie się o niej źle mogło skończyć się tylko w jeden – wszyscy wiemy jaki  – sposób.

Godard

Dokładnie przed rokiem, 13 września 2022, w wieku 91 lat, wybierając tzw. samobójstwo wspomagane, zakończył życie Jean-Luc Godard. Wielki w filmie, żałośnie pretensjonalny w polityce, powiedział kiedyś coś bardzo ważnego: Filmy powinny pokazywać to, co się nie dzieje, czego nie widać nigdzie. Te słowa odnoszą się do każdej prawdziwej twórczości.

Włosy Leonidasa

Filmowa adaptacja komiksu Franka Millera 300. Gerard Butler grający rolę Leonidasa ma krótkie włosy. Większość jego wojowników również. Rzeczywistość wyglądała inaczej. Według Ksenofonta wszyscy Spartanie nosili długie włosy. Zwyczaj ten wprowadził Likurg. Mawiał on podobno, że mężczyzn pięknych czynią jeszcze piękniejszymi, a brzydkich – groźniejszymi. Wspomina o tym również Herodot, a Arystoteles pisał: Piękną rzeczą jest noszenie długich włosów u Lacedemończyków, ponieważ są symbolem człowieka wolnego; niełatwo byłoby istotnie wykonywać niewolniczą pracę, nosząc długie włosy. Charillos, bratanek Likurga, na pytanie, dlaczego Spartanie noszą długie włosy, powiedział, że jest to najmniej kosztowna ze wszystkich ozdób.

Déja vu

Déja vu. Choć może się wydawać, że ta „czkawka pamięci” to nic wielkiego, bo przecież od czasu do czasu przydarza się każdemu, gdy przytrafia się często może zamienić życie w piekło. Powtarzające się uczucie, że to samo przeżywa się wciąż i wciąż powoduje, że osoby dotknięte tą przypadłością wycofują się z życia, tracą nim zainteresowanie, zarzucają swoje hobby i towarzyskie kontakty, bo przecież wszystko to już robili, już byli na tych przyjęciach, już rozgrywali ten mecz tenisowy, już widzieli ten film, już przeżyli to czy inne zdarzenie. Pewien emerytowany profesor, który skarżył się lekarzowi na ciągłe wrażenie déja vu, został – bardzo słusznie – skierowany do kliniki zaburzeń pamięci. Natychmiast zaprotestował, że to nic nie da, bo… przecież już tam był. Szach mat.

Kostiumowe kłamstwa

Jeszcze w stronę netflixowego serialu „Bridgertonowie”. Kłamstwa kostiumowych filmów. Aktorzy mają piękne uzębienie, równe i olśniewająco białe, prosto z najlepszych salonów dentystycznych, aktorki piękne cery, ani śladu krost, żadnych szpecących twarze kraterów po ospie, żadnego bielma czy katarakty i żadnych obrzydliwych woli tarczycowych, chociaż w minionych wiekach wszystko to było codziennością. Fryzowane kołnierze nosiło się właśnie w tym celu, by zakryć tego typu niedoskonałości, a peruki, by zamaskować łysiny wypalone syfilisem. Caryca Katarzyna, gdy pewnego razu rozbolał ją ząb, siedziała na podłodze przetrzymywana przez trzech krzepkich lokajów, a lekarz wyrwał jej ząb razem z kawałkiem szczęki. Tzw. ludzkość nigdy jeszcze nie prezentowała się tak estetycznie jak obecnie.

Róża Luksemburska

Lubię polską prasę. Lubię ją przeglądać, bo zawsze czymś mnie zaskoczy. Choćby taki drobny cytat z pewnego artykułu: „W latach 80. kariera Olbrychskiego kwitła. Nikt nie przypuszczał, że udział w niemieckiej produkcji filmowej zniszczy jego małżeństwo. Na planie „Róży Luksemburskiej” wówczas 40-letni Daniel poznał o 5 lat młodszą Barbarę Sukową. W filmie grał jej partnerkę życiową.”

Piękne. A teraz interpretacja niemożliwa: w filmie „Róża Luksemburska” (nie mylić z „Różą Luksemburg”) bohaterka filmu jest lesbijką, a Olbrychski gra jej partnerkę życiową, chociaż nawet Wikipedia nie twierdzi, że Leon Jogiches był kobietą.

Theodor Adorno

Theodor Adorno : „Amerykę można rzucić na kolana, wykorzystując radio i telewizję do promowania kultury pesymizmu i rozpaczy. Trudność polega właśnie na stworzeniu takiej formy sztuki, w taki sposób, aby było możliwym, z czystym sumieniem, stwierdzenie, że jest to wyższa forma sztuki. Dialektycznie rzecz ujmując, trzeba będzie tworzyć kicz, by tym samym zbliżyć się do mas, by potem jednak go pokonać. Dzisiaj jedynie film może podjąć to zadanie; przynajmniej jest to zadanie, które leży w zasięgu urzeczywistnienia”.