Jan Kott

Osobiście upadek Rzymu nigdy nie budził we mnie żalu, uczucie bezsilnej rozpaczy budziła we mnie zagłada Troi, ”która wiecznie płonie”. Cywilizacja do której przynależymy, zbudowana została i przez ludy, które Rzymianie nazywali barbarzyńcami – pisze w eseju „Listy Kassandry z ziemi berneńskiej” Jan Kott.

Dość pospolity przykład polskiego pozerstwa. „Uczucie bezsilnej rozpaczy” ogarnia Kotta na myśl o zagładzie Troi, pewnego małego azjatyckiego miasteczka, wyśnionego przez ślepego poetę, a upadek Rzymu jest mu całkowicie obojętny, chociaż Kott żył w świecie, w którym niemal wszystko – od ustawodawstwa poczynając i na planowaniu miast kończąc – było rzymskim dziedzictwem. Troja jest poezją, więc stajemy po jej stronie dyskretnie zapominając, że barbarzyńcy nie budowali cywilizacji z niczego i rzadko z tego, co porzucili, gdy od barbarzyństwa przeszli do cywilizacji.

Wolę słowa Marquerite Yourcenar z „Pamiętników Hadriana”: Rzym będzie trwał wiecznie w najmniejszej mieścinie, gdzie urzędnicy bedą się starali sprawdzać wagę kupców, czyścić i oświetlać ulice, przeciwstawiać się bałaganowi, niedbalstwu, zastraszeniu, niesprawiedliwości, dawać nową i rozumną wykładnię praw. Rzym zginie dopiero razem z ostatnim ludzkim osiedlem.