W 2014 roku pod naciskiem amerykańskim polityków, którzy zagrozili zablokowaniem kontraktów w Stanach Zjednoczonych, SNCF (Krajowe Przedsiębiorstwo Francuskich Kolei Żelaznych) zapłacił 195 mln zł za transport 76 tys. Żydów do nazistowskich obozów. Teraz pora na Holandię. Państwowy przewoźnik kolejowy, Nederlandse Spoorwegen, będzie musiał zapłacić odszkodowanie za umożliwienie nazistom transportu Żydów do obozów śmierci. W czasie wojny, w okupowanej Holandii, naziści zapłacili Nederlandse Spoorwegen prawie 11 mln (w przeliczeniu na złotówki) za przewiezienie 102 tys. ofiar z obozu przejściowego Westerbork do innych europejskich obozów zagłady. O wysokości odszkodowania zadecyduje specjalnie zwołana komisja. Ma ona zbadać osobno każdy przypadek. Tylko 3 tys. przewiezionych przeżyły zagładę. Odszkodowanie ma trafić do rąk ocalałych, a raczej do rodzin i potomków ofiar. Czy potem przyjdzie pora na Polskę? W przypadku odmowy czy sprzeciwu, amerykańscy „politycy” zapewne chętnie zagrożą zablokowaniem kontraktów w Stanach Zjednoczonych …
Wiele jest narodów, które wycierpiały wiele. Cierpienie jest i pozostanie częścią ich historii. Nie szczycą się tym, nie zaprzeczają temu i nie wykorzystują tego. Możliwe, że znikoma jest moja wiedza historyczna, ale nie znam drugiego narodu, poza Żydami, który chce i potrafi zarabiać nawet na swoim cierpieniu. Bardzo praktyczny talent.
Jest w tym wszystkim i inna, mniej czysta strona. Jeżeli zakładamy, że nasze cierpienie można zmierzyć, zważyć lub wycenić, to przyznajemy tym samym, że nasze cierpienie jest towarem. Towarem jak każdy inny towar. Czymś zewnętrznym i wymienialnym. Jeżeli mówimy, że za nasze cierpienia żądamy 100 czy 200 mln mówimy, innymi słowy, że nasze cierpienia można kupić, że sprzedamy je za wyżej wymienione sumy. Sprzedać zawsze oznacza to samo – przestać być właścicielem tego, co sprzedaliśmy. Bez względu na to, co to będzie: kanapa w stylu Ludwika czternastego, akcje giełdowe, słoik ogórków czy cierpienie. Jest w tym jednak subtelna, lecz ważna różnica. Gdy sprzedaję kanapę w stylu Ludwika któregokolwiek, pozbywam się przedmiotu, czegoś zewnętrznego, czegoś, co w istocie i tak nigdy do mnie nie należało. Ale cierpienie nie jest przedmiotem. Gdy sprzedaję więc moje cierpienie, unieważniam je i powinienem ogłosić je za niebyłe. Nie mam już prawa do tego cierpienia. Nigdy już nie powinienem powoływać się na nie, nawet wspominać o nim. Sprzedałem je, przestało być moje, nie mam do niego żadnych praw. Żydzi konsekwentnie i z uporem wyprzedają swoje cierpienia. Pozostaje wierzyć, że gdy wyprzedadzą już całe cierpienie będą wreszcie szczęśliwym, radosnym narodem, uwolnionym nawet od śladu cierpień. Tyle może, że przy okazji pozbędą się także swojej historii. Ale co tam historia. Historię, jeżeli ma się talent, też można sprzedać.