Oswajanie zwierząt polega na redukcji lub wyeliminowaniu ich reakcji ucieczki. To samo dotyczy nas, ludzi. Spowodować, by ktoś zaprzyjaźnił się z nami czy zakochał się w nas znaczy umiejętnie, czyli cierpliwie i wytrwale, eliminować jego reakcję ucieczki, oswoić go z nami. Inny przykład: gdy ryba ma dla swego partnera tak niewiele respektu, że jej agresywność nie zostaje wyłączona, nie może na niego w ogóle reagować seksualnie. Zamienia się wówczas w Brunhildę i naciera na niego z tym większą wściekłością, im bardziej była skłonna potencjalnie do reakcji seksualnej. Ten mechanizm również nie jest nam całkiem obcy. Lubuje się w nim literatura, bawi nas w życiu.
Etologia, co prawda, zawsze budziła moją nieufność, a zwłaszcza antropoetologia. To, że nasze emocje, popędy, instynkty, uczucia czy zachowania pochodzą z międzymózgowia, a więc z archaicznej części mózgu, jaką dzielimy z wieloma gatunkami, ani nie oznacza, że my nie jesteśmy niczym więcej niż tylko zwierzętami, ani – tym bardziej – że zwierzęta są znacznie bardziej ludzkie niż nam się wydaje. Zwierzęta nie opowiadają historii i nie tworzą mitów. Pan Narrans to my, ale trudno nie przyznać, że w bogatym nurcie życia, poczynając od społeczności owadów, skończywszy na nas, możemy znaleźć niesłychanie wiele analogii świadczących o wspólnych korzeniach.