Storytelling. Marketerzy mówią obecnie, że nie kupujemy już sensu stricto towarów, lecz historie, które za nimi stoją. Częściowo jest to prawdę, ale czy powinno nas to dziwić lub zaskakiwać? Ursula Le Guin zauważyła niegdyś, że „były społeczeństwa, które nie używały koła, ale żadnego, które nie opowiadałoby historii”. Bardziej niż homo sapiens jesteśmy homo narrans lub – jak kto woli – Pan narrans. Można podejrzewać, że nasza cywilizacja nie mogłaby zaistnieć, a już na pewno nie w takiej formie, jaką przybrała, gdyby nie to specjalne „wyposażenie”, jakim jest nasza zdolność do opowiadania historii. Świat i wszystko to, co o nim wiemy, znamy głównie z opowieści. Opowiadamy już od momentu, gdy pojawiliśmy się na tej planecie, w naszych prenatalnych czasach, gdy żyliśmy jeszcze w jaskiniach, w Lascaux, w Celebes, w Chauvet, jaskiniach Niaux czy Pindal. Opowiadając porządkujemy świat, interpretujemy rzeczywistość, składamy chaotyczne ciągi przyczyn i skutków, opowiadając przetwarzamy mnogość doznań i łatwiej zapamiętujemy. Ani nagie fakty ani statystyka nie są w stanie pobudzić nas do działania – do działania inspirują i prowokują nas historie. Historie mamy bowiem wręcz zakodowane w naszym DNA. Uwielbiamy historie, uwielbiamy ich słuchać, uwielbiamy je opowiadać. Z najnowszych badań naukowych wynika, że umiejętnie skonstruowana fabuła może diametralnie zmienić funkcjonowanie układu nerwowego człowieka – wręcz przemodelować jego osobowość. Może to spowodować nawet lektura krótkiego opowiadania, jeżeli tylko zdoła nas wciągnąć i pochłonąć. Niektórzy badacze mózgu twierdzą, że w przypadku fikcyjnych historii najważniejsze jest to, do jakiego stopnia potrafią one sprawić, że identyfikujemy się z ich bohaterami. Jeżeli opowieść pochłania nas i fascynuje, zaczyna też wpływać na nasze stany emocjonalne i podświadomość. Dobra historia, a więc zręczna mieszanka emocji i informacji, aktywuje aż osiem obszarów w mózgu, podczas gdy suche fakty jedynie dwa. Jonathan Gottschall, autor książki „The Storytelling Animal. How stories make us human”, twierdzi, że emocjonalne zaangażowanie się w losy bohatera powoduje, że tracimy czujność i nie jesteśmy w stanie wyłapać niekonsekwencji, stajemy się ślepi na wszystkie potknięcia w fabule i najbardziej niewiarygodne zbiegi okoliczności. Ten sam mechanizm odtwarzamy także w realnym życiu – rzadko potrafimy trzeźwo i przytomnie ocenić tych, których kochamy.
Tag: pan narrans
Analogie
Oswajanie zwierząt polega na redukcji lub wyeliminowaniu ich reakcji ucieczki. To samo dotyczy nas, ludzi. Spowodować, by ktoś zaprzyjaźnił się z nami czy zakochał się w nas znaczy umiejętnie, czyli cierpliwie i wytrwale, eliminować jego reakcję ucieczki, oswoić go z nami. Inny przykład: gdy ryba ma dla swego partnera tak niewiele respektu, że jej agresywność nie zostaje wyłączona, nie może na niego w ogóle reagować seksualnie. Zamienia się wówczas w Brunhildę i naciera na niego z tym większą wściekłością, im bardziej była skłonna potencjalnie do reakcji seksualnej. Ten mechanizm również nie jest nam całkiem obcy. Lubuje się w nim literatura, bawi nas w życiu.
Etologia, co prawda, zawsze budziła moją nieufność, a zwłaszcza antropoetologia. To, że nasze emocje, popędy, instynkty, uczucia czy zachowania pochodzą z międzymózgowia, a więc z archaicznej części mózgu, jaką dzielimy z wieloma gatunkami, ani nie oznacza, że my nie jesteśmy niczym więcej niż tylko zwierzętami, ani – tym bardziej – że zwierzęta są znacznie bardziej ludzkie niż nam się wydaje. Zwierzęta nie opowiadają historii i nie tworzą mitów. Pan Narrans to my, ale trudno nie przyznać, że w bogatym nurcie życia, poczynając od społeczności owadów, skończywszy na nas, możemy znaleźć niesłychanie wiele analogii świadczących o wspólnych korzeniach.
Pan Narrans
Wciąż opowiadamy o sobie. Toczymy nieustanny monolog ze sobą i o sobie. Opowiadamy sobie o nas samych. Opowiadamy o sobie innym. Bohaterami wszystkich naszych opowieści jesteśmy niezmiennie my sami. Nawet wtedy, gdy pozornie opowiadamy o kimś innym. I nawet wtedy, gdy wspominamy. Nasze wspomnienia są plastyczne, zmieniamy je cały czas, za każdym razem coś dodając lub ujmując. Niekiedy też, nieświadomie i wcale nie tak rzadko, zapożyczamy pewne elementy z opowieści innych ludzi, czasem z książek lub filmów, lecz wciąż i wciąż opowiadamy o sobie. Jesteśmy Pan Narrans, małpą opowiadającą opowieści o sobie samej. Szczęśliwi ci, którzy lubią swoje opowieści o sobie.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.