Przeglądam notatkę informującą, że sąd francuski skierował na badania psychiatryczne Marine Le Pen, liderkę francuskiej prawicy. Powodem było dochodzenie w sprawie zdjęć, zamieszczonych przez nią na Twitterze. Jedno z tych zdjęć przedstawiało ścięcie głowy amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya przez morderców z Państwa Islamskiego. Le Pen opublikowała je wkrótce po zamachach w Paryżu w których zginęło ponad 130 osób. Dokument sądowy, wzywający Le Pen na badania psychiatryczne informował, że sędzia chce poprzez badania sprawdzić, czy cierpi ona na jakąś chorobę psychiczną, a w przypadku odpowiedzi pozytywnej, czy mogło to wpłynąć na ocenę przez nią sytuacji, gdy zamieszczała te fotografie. Lekarze mieli też ocenić, czy Le Pen stanowi zagrożenie dla społeczeństwa (sic!).
Marine Le Pen jest Francuzką. Francja podobno wciąż jeszcze znajduje się w Europie, należy do Unii Europejskiej, i nie ma tam gułagów. Podobno nie ma tam też psychiatrii represyjnej, ale tego nie powinniśmy już być tak pewni. W tym miejscu przychodzi mi na myśl postać Władimira Bukowskiego, rosyjskiego pisarza i obrońcy praw człowieka, który spędził ponad dwanaście lat w sowieckich obozach i zakładach psychiatrycznych z identycznego powodu – odmawiał udawania, że żyje w najlepszym i najbardziej sprawiedliwym ze światów. Alternatywa: możemy przyjąć, że Francja nie jest jeszcze sowiecką Rosją, ale panująca poprawność polityczna także i tam najwyraźniej zwalnia z obowiązku używania rozumu albo, że Francja stała się już sowiecka, i to w ramach Unii Europejskiej, a my albo tego nie postrzegamy albo nie chcemy postrzegać. I nie wiadomo, która opcja jest gorsza. Ale może też być i tak, że już od dawna wszyscy jesteśmy zamknięci na oddziale w klinice jakiejś ogólnoeuropejskiej psychiatrii represyjnej, a w chwili obecnej ma właśnie miejsce powszechna wymiana zamków w drzwiach.