Andrzej Bobkowski

Curaçao, wyspa należącą do archipelagu Małych Antyli, położona w południowej części Morza Karaibskiego. A. Bobkowski dotarł tam na statku „Jagiełło” bodaj w lipcu 1950 roku. Gdy statek zacumował w porcie, władze holenderskie zezwoliły na zejście na ląd wszystkim z wyjątkiem Niemców. Było to zarządzenie „odwetowe” – odwet za rajdy niemieckich łodzi podwodnych, które podpływały tam w czasie wojny i bombardowały z morza bezbronne miasto. „Sądzę, że na całym świecie powinno się jeszcze przez długi czas przypominać im takimi drobnymi zarządzonkami, czym byli. Żeby za wcześnie nie wyobrazili sobie, że wszystko jest w porządku, darowane i przebaczone. Albo, co gorsza, aby z tego okresu nie urobili sobie bohaterskiej legendy, wspaniałego zrywu Niemiec. Bo już i do tego zaczynają przejawiać pewne skłonności. A. Bobkowski pisze te słowa w roku 1950, a dzisiaj „bohaterska legenda” Niemców jest już faktem – na fotografii pamiątkowej z ostatnich odchodów D-Day, w pierwszym rzędzie, wśród przywódców państw alianckich siedzi dumna i uśmiechnięta … Angela Merkel. Chwilę wcześniej serdecznie ściskała dłoń brytyjskiej królowej, Elżbiety II. Niemcy już nam wybaczyli wszystko, co nam zrobili – nie ma się o co gniewać. Jak ironicznie zauważa Bobkowski.