22-letni Fouad Saleh został skazany na dożywocie za trzy morderstwa w miejscowości Hallonbergen, w pobliżu Sztokholmu, na początku ubiegłego roku. Najpierw, działając pospołu z kilkoma innymi zbirami, postrzelił 25-letniego mężczyznę. Młody człowiek zdołał jednak wyrwać się oprawcom. Przy pomocy znajomego próbował dostać się do najbliższego szpitala. Byli niemal na miejscu, tuż przed szpitalem Karolińska, gdy ich samochód został staranowany, a 25-latek trafiony kolejnymi strzałami. Nie udało się go uratować. Świadkiem wcześniejszego zdarzenia był sąsiad zastrzelonego. To on zawiadomił policję i rozpoznał sprawców. Sześć tygodni później on i jego żona zostali zamordowani. Kilka osób włamało się do mieszkania pary, najpierw zasztyletowali żonę świadka, a potem skatowali jego i poderżnęli mu gardło. Fouad Saleh, sprawca zbrodni, już po aresztowaniu, podczas fotografowania na komisariacie, śmieje się do aparatu, znacząco mrużąc oko. Dzisiaj czytam, że Fouad Saleh, za potrójne morderstwo skazany na dożywocie, dostał przepustkę, bowiem wyraził życzenie, by … spożyć hamburgera i odbyć spacer po parku. Permisywizm szwedzkiego systemu penitencjarnego nie ma zdaje się sobie równych – wkrótce będą pewnie za każde morderstwo przyznawać specjalne nagrody, wielotygodniowe wakacje na Karaibach, dodatek do emerytury, rejs dookoła świata na Queen Mary II albo dobry samochód sportowy. Pojęcie kary utraciło jakikolwiek sens.