Kobieta Jesse Strang

Dzisiejsza informacja prasowa o tym, że pewna młoda kobieta wdarła się do szkoły średniej w Tumbler Ridge w Kandzie i zastrzeliła kilka osób, w tym uczniów, natychmiast wydała mi się, jeśli nie podejrzana, to co najmniej dziwna. Masowe morderstwa nie są „specjalnością” kobiet i zdarzają się szalenie rzadko (nie potrafię wymienić niczego takiego poza przypadkiem Aileen Wuornos). Kobiety z reguły nie dokonują tego typu egzekucji, a w tej sytuacji najwyraźniej to egzekucja miała miejsce.

Chwila dalszego szukania w Internecie potwierdziła moje domysły. Informacja była błędna i świadomie przekłamana. Zabójcą okazał się Jesse Strang, transpłciowy mężczyzna, który proces tranzycji rozpoczął dopiero kilka lat temu, ale przedstawiany jest przez liberalne media, a nawet policyjne meldunki, jako „kobieta”. To on zastrzelił 9 osób, 25 ranił, a sam popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę.

Jednym z najbardziej podstępnych i destrukcyjnych procesów cywilizacyjnych naszego wieku jest cenzura korygująca, skrajnie obłudna i amoralna, a coraz powszechniej uprawiana przez „nowy wspaniały świat” lansujący totalny permisywizm. Ta cenzura nie zakazuje. W miejsce zakazów oferuje przyjemność, stabilność i brak stresu. Jej skutkiem, wyraźnie widocznym już w naszej psychice, jest lawinowo postępujący zanik zdolności rozpoznawania sprzeczności. Coraz częściej nie tylko bez problemów połykamy, ale coraz bardziej ochoczo akceptujemy wszystkie logicznie wykluczające się stwierdzenia, przez moment nawet nie odbierając ich jako problemu poznawczego czy moralnego. W świecie zdominowanym przez obraz, skrót i emocję łatwo traci się zdolność myślenia sekwencyjnego, łatwo przestaje się łączyć przyczyny i skutki oraz – co gorsza – zatraca się wrażliwość na sprzeczności, nawet gdy są ewidentne i uderzające. Jesse Strang nie był kobietą. Był mężczyzną, biednym i zagubionym frustratem, któremu zamiast tranzycji płciowej społeczeństwo powinno było zaproponować stosowną kurację psychiatryczną, bo być może wówczas zdołanoby zapobiec tej tragedii.

Sezon dla morderców

22-letni Fouad Saleh został skazany na dożywocie za trzy morderstwa w miejscowości Hallonbergen, w pobliżu Sztokholmu, na początku ubiegłego roku. Najpierw, działając pospołu z kilkoma innymi zbirami, postrzelił 25-letniego mężczyznę. Młody człowiek zdołał jednak wyrwać się oprawcom. Przy pomocy znajomego próbował dostać się do najbliższego szpitala. Byli niemal na miejscu, tuż przed szpitalem Karolińska, gdy ich samochód został staranowany, a 25-latek trafiony kolejnymi strzałami. Nie udało się go uratować. Świadkiem wcześniejszego zdarzenia był sąsiad zastrzelonego. To on zawiadomił policję i rozpoznał sprawców. Sześć tygodni później on i jego żona zostali zamordowani. Kilka osób włamało się do mieszkania pary, najpierw zasztyletowali żonę świadka, a potem skatowali jego i poderżnęli mu gardło. Fouad Saleh, sprawca zbrodni, już po aresztowaniu, podczas fotografowania na komisariacie, śmieje się do aparatu, znacząco mrużąc oko. Dzisiaj czytam, że Fouad Saleh, za potrójne morderstwo skazany na dożywocie, dostał przepustkę, bowiem wyraził życzenie, by … spożyć hamburgera i odbyć spacer po parku. Permisywizm szwedzkiego systemu penitencjarnego nie ma zdaje się sobie równych – wkrótce będą pewnie za każde morderstwo przyznawać specjalne nagrody, wielotygodniowe wakacje na Karaibach, dodatek do emerytury, rejs dookoła świata na Queen Mary II albo dobry samochód sportowy. Pojęcie kary utraciło jakikolwiek sens.