Wino

A kiedy nie ma wina, nie ma też i boskiej
Miłości ani innej pociechy na świecie
– mówi w Bachantkach Eurypides. Wina, antyczne wina. Falerno z Kampanii, massicum z Lacjum, cecubum z wybrzeża Morza Tyreńskiego, calenum, mocne wino z Formiów, zwane też lestrygońskim, wino sabińskie, wina lesbijskie, mocne wino mareockie, pochodzące z okolic Aleksandrii, faworyt Kleopatry, wino surrenckie, białe wina z wyspy Kos, słynne opimian, które nadawało się do picia nawet po 100 latach,  dziesiątki, a może setki innych. Wina słodkie czyli glykos, mocne, prawdopodobnie wytrawne czyli skleros i lekkie wino, też wytrawne, czyli leptos. Oprócz tego dzielono je ze względu na kolor: ciemne (melas), czerwone (erythros), białe (leukos) i złociste (kirros). Starożytne wina różniły się jednak bardzo od obecnych. Często posiadały konsystencję gęstego syropu, dodawano do nich przyprawy korzenne, a głównie miód, bo cukier, fermentując, podnosił zawartość alkoholu. Dzięki temu smakowało lepiej, było znacznie mocniejsze i, przede wszystkim, nie psuło się nawet podczas długiego transportu. Wyższa zawartość alkoholu skutecznie hamowała rozwój mikroorganizmów mogących powodować psucie się wina.

Wino w starożytności to nie tylko sympozja i uczty. Przeciwnie, był to napój codzienny, powszechny, nieodzowny do funkcjonowania. Pili je wszyscy, nawet niewolnicy, choć biedni i niewolnicy musieli zadowolić się winem z drugiego tłoczenia. Katon w jednej ze swych prac pisze, iż niewolnikowi trzeba zapewniać od 7 do 10 kwadrantali wina rocznie, co odpowiada około 180-260 litrom. Rzeczywiste spożycie pewnie jednak znacznie przekraczało tę cyfrę. Horacy używa rzeczownika merum prawdopodobnie na określenie wina czystego, niezmieszanego, ale czyste wino spożywano niezmiernie rzadko. Zimą rozcieńczano je wodą gorącą, a w lecie przeciwnie, lodowatą. W czasie uczt nadzór nad tą ważną czynnością sprawował w Grecji sympozjarcha. Zwykle stosowano proporcje 2-3 części wody na 1 część wina. Za normę względnie przyzwoitą uznawano proporcję 3:1, natomiast stosunek 1:1 zapowiadał już orgię pijacką. Grecy kochali wino, ale odnosili się do niego z szacunkiem – znali jego moc, przyjemność, jaką daje, ale i zgubne skutki, jakie może powodować. Uważali, że wino nierozcieńczone piją – jak to my obecnie czynimy – jedynie barbarzyńcy, ludzie dzicy, niecywilizowani. Gabloty w muzeach greckich uginają się pod ciężarem naczyń związanych z winem. Ojnochoe, służące do nalewania wina, psyktery o wysokiej, cylindrycznej stopie, w korpusie zaokrąglone, z krótką szyjką, kształtem przypominające grzyby, używane do chłodzenia wina czy większe, jak kratery, wypełniane śniegiem lub zimną wodą, choć psykter także mógł być wypełniony śniegiem i umieszczony w wypełnionym winem kraterze. Dalej deinosy, czasem na podstawce i wówczas przypominają lampkę nocną, kyathos o wdzięcznym kształcie przywołującym na myśl filiżankę, choć nieco większy, z wysoko zapętlonym, płaskim paskiem lub owalnym uchwytem, słynne kantarosy z głęboką miską, wysokim cokołem i parą wysoko wychylonych uchwytów, wystających ponad krawędź, kyliksy w kształcie płaskiej czary na nóżce z dwoma poziomymi uchwytami, prastare rytony w kształcie rogu, służące do picia wina przy uroczystych okazjach czy płaskie fiale. Lista naczyń związanych z winem jest długa. Jest to cały nieskończenie bogaty świat, choć oglądając te „skorupy” w muzeach rzadko zdajemy sobie z tego sprawę. Przechodzimy obok nich obojętnie, ledwo raczymy je zauważać, nigdy nie zatrzymujemy się przy nich na dłużej, śpiesząc do rzeźb, klejnotów i zbroi. My, barbarzyńcy, raczący się nierozcieńczonym winem, przyswoiliśmy sobie tylko jedną nazwę. Amfora. Tylko ona zdołała przykleić się do naszej pamięci – starożytna butla do transportu i przechowywania wina, ale i oliwy.