Albert Speer

„Dziennik norymberski” G. M. Gilbert. Albert Speer w rozmowie z Gilbertem: Człowiek osądza jednostki i ruchy społeczne wedle ich ostatnich chwil. Byłoby lepiej pozwolić, by nazizm zakończył swą historię w aurze klęski, zepsucia, gruntownej zgnilizny i sromoty, tak jak stało się to pod koniec wojny, zamiast tego dodano inny ostatni rozdział, który oferuje kilku przywódcom szansę wygłaszania wspaniałych mów i dobrego zaprezentowania się w historii oraz sprawia, że ludzie pomyślą sobie: mimo wszystko było w tym coś dobrego”. Niesłychanie celne i trafne spostrzeżenie. Autorów największej i najohydniejszej zbrodni w dziejach ludzkości traktowano w czasie procesu norymberskiego z niesłychaną atencją i życzliwością. Nie rozstrzelano ich na miejscu, nie powieszono na rzeźniczym haku, nie spalono żywcem w piecu, nie zagazowano, nie zagłodzono na śmierć. Przeciwnie, cieszyli się warunkami, których nigdy, nawet w przybliżonej formie, nie przyznali swoim ofiarom. Im tymczasem zapewniono nie tylko najlepszych adwokatów i doskonałą opiekę lekarską, ale i dziesiątki innych przywilejów. Otrzymali też, co gorsza, szansę odegrania roli mężów stanu, co skrupulatnie wykorzystywali strojąc fochy, jak to określa Gilbert. Należałoby zapytać, komu ten medialny cyrk był potrzebny i w jakim celu. Może Rosjanom, namaszczonym już przez Zachód na sojuszników i sprzymierzeńców? Może tym, którzy już wówczas planowali i przewidywali odrodzenie wielkich Niemiec?