Kazimierz Morawski o Imperium Rzymskim z przełomu V i VI wieku: Wśród łoskotu walącego się świata jedni bawili się na zabój, aby zagłuszyć w sobie wszelkie wyrzuty, czy strachy; inni z obojętnością bezkrwistą marnieli w gruzach. Inni znowu uciekali od świata ginącego, w którym czuli się obcymi i który za obcy sobie ogłaszali, aby w odosobnieniu lub pustelni pędzić życie. Klasztory i anachoretyzm zaczęły w piątym wieku krzewić się na dobre. Rok 476 pogrzebał i usunął zachodnie państwo i obdarł ostatecznie z tylowiecznego znaczenia dawną stolicę świata.
Tag: Zachód
Ruskie mrożonki
Niedawno nasza wspaniała i potężna Europa, szczęśliwie zjednoczona, miała podjąć kluczową decyzję o sfinansowaniu pomocy dla walczącej Ukrainy. Absolutnie najsensowniejszym pomysłem była propozycja użycia zamrożonych na Zachodzie rosyjskich aktywów, skądinąd ogromnych. Rosjanie rozpoczęli tę wojnę i to oni powinni za nią zapłacić. Logiczne? Logiczne, tyle że Europa od dawna już nie rządzi się logiką.
Niemal natychmiast pojawiły się sugestie, początkowo nieśmiałe, że sięgnięcie po „finansowe mrożonki” made in Russia może szalenie urazić wrażliwego rosyjskiego Hitlera, czyli Putina. Potem odezwał się ryczący lew Ameryki, przypominając nam, że nieco wcześniej nakazał, by Stany Zjednoczone głosowały w ONZ pospołu z Rosją, Białorusią i Koreą Północną, co powinno nam wiele podpowiedzieć, bo jeżeli ktoś głosuje razem z Rosją, Białorusią i Koreą Północną, a my doskonale wiemy, czym są te kraje, to jest to sprawa – by określić to najdelikatniej jak można – bardzo, bardzo brudna i bardzo śmierdząca. Następnie Belgia dostała drgawek ze strachu przed zemstą Rosji, a wraz z nią dziesiątki tzw. unijnych polityków. Najwyraźniej był to strach irracjonalny, chyba że przyjmiemy, że był to strach przed odwołaniem się do godności i uczciwości. Tego unijni politycy boją się bowiem bardziej niż ognia i unikają jak zarazy. Wtedy otwarcie już zaczęto pokrzykiwać, że rosyjskich aktywów odmrażać nie wolno. Dlaczego niby? Posłuchajcie, bo tu zaczyna się prawdziwy koncert: bo konfiskata może spowodować niestabilność finansową Zachodu, nawet dewaluację euro, grozi naruszeniem prawa międzynarodowego (sic!), może wywołać szalony niepokój na Globalnym Południu (jeżeli cokolwiek to znaczy), oraz stworzyć bardzo niebezpieczne precedensy. To tak w skrócie jedynie, wytoczono bowiem znacznie więcej tym podobnych „argumentów”.
W następstwie tego żenującego spektaklu trzęsidupstwa zamiast ukarać Rosję za jej zbrodnie postanowiono … zadłużyć się, zadłużyć się na sumę 90 mld euro, które otrzyma Ukraina, by dalej bronić się przed atakami rosyjskich zbrodniarzy. Spróbujmy zrozumieć właściwie, co to znaczy: za wywołanie wojny, kolosalne zniszczenia, za cierpienia dziesiątków tysięcy ludzi, za tysiące zabitych i pomordowanych … mamy zapłacić my, ty i ja, bo pożyczka zaciągnięta w imieniu Unii Europejskiej to pożyczka zaciągnięta w naszym imieniu i to my zmuszeni będziemy ją spłacać, tak czy owak. Nie Rosja, ale my. I, żeby nie było żadnych wątpliwości, jest to „triumf dyplomacji” oraz „zwycięstwo praworządności”. Tak, wiem, nazwano to ładnie „długiem ukraińskim”, chociaż dług ten zaciągnięto w imieniu Unii Europejskiej i to Europa będzie go spłacać, a nie wykrwawiona i bezczelnie rozkradana przez wszystkich Ukraina. Jeżeli myślisz, że to Unia, i że ciebie to nie dotyczy, to mylisz się bardzo. Unia to ty i twoje podatki i to one sfinansują tchórzostwo i asekuranctwo unijnych marionetek.
Dżinsy i barbarzyńcy
Alberto Angela, „Imperium”: Barbarzyńcom życie w imperium musiało wydawać się najprawdziwszym rajem. I dlatego najeżdżali granice: nie po to, by zniszczyć cesarstwo, lecz by stać się jego częścią! Podobnie dzisiejsi przybysze z Trzeciego Świata nie chcą unicestwić Nowego Jorku czy Zachodu, lecz chcą nosić dżinsy, modne buty i należeć do „systemu” z wszystkimi jego przywilejami.
Doskonale wszyscy wiemy, czym skończyła się w przypadku Imperium Rzymskiego słabość barbarzyńców do dżinsów i modnych butów – barbarzyńcy mimo modnych butów i dżinsów nie stali się Rzymianami, natomiast Rzym stał się barbarzyński i w efekcie zakończył swoje istnienie. Naturalnie, od tamtego czasu upłynęły dwa tysiące lat, historia jest jak wiadomo dobrą nauczycielką, a i my jesteśmy nieporównywalnie mądrzejsi niż Rzymianie, nie mówiąc o dzisiejszych przybyszach z Trzeciego Świata, którzy zadowolą się dżinsami, modnymi butami i przynależnością do systemu, chociaż głównie w tej części, która dotyczy przywilejów. Zastanawiam się wyrazem czego są wyżej cytowane słowa A. Angela – świętej naiwności, programowym i wyjątkowo durnym prezentyzmem czy może kpiną, tak chytrze ukrytą, że tylko jakiś intelektualny Sherlock Holmes zdoła ją rozszyfrować?
Smutek prezentyzmu
Francuski antropolog Claude Lévi-Strauss, autor słynnej pracy „Smutek tropików”, napisał kiedyś, że przyjmowanie zachodniego modelu życia przez inne społeczeństwa nie było skutkiem spontanicznego wyboru, lecz braku wyboru. Opinia ta zawiera sugestię, że „zły biały człowiek” i jego przewaga technologiczna nie dały innym kulturom żadnych szans, by mogły rozpowszechnić się na świecie, stanowiąc jakąś lepszą i godniejszą alternatywę dla jakiegoś lepszego i godniejszego życia, choć nikt nigdy nie pokusił się o to, by sprecyzować na czym to godniejsze życie miałoby polegać.
Lévi-Strauss, skądinąd wybitny antropolog, miał zdaje się żałośnie ograniczoną wiedzę na temat powstawania i rozwoju społeczeństw, bowiem nie ma w naszych dziejach przypadku społeczeństwa, które „spontanicznie” dokonało wyboru modelu swego życia. Ten proces ma znacznie bardziej skomplikowany przebieg, ale opinia wyrażona przez Lévi-Straussa, jak każdy zręczny i efektowny bon mot, jest chętnie i często powtarzana przez wielu bezmyślnych entuzjastów prezentyzmu. Tymczasem prawdziwą przyczyną dominacji kultury zachodniej w świecie jest to, że żaden inny model żadnej innej kultury nie okazał się być tak uniwersalny, by mógł stanowić jakąkolwiek alternatywę. Co mogły oferować totalitarne i okrutne imperia mezoamerykańskie, hermetyczna i zrytualizowana kultura chińska czy japońska, koczownicy z głębi azjatyckich stepów, Indianie obu Ameryk, społeczność Aborygenów czy Beduinów? Nic z tego nie mogło pretendować do miana modelu wystarczająco uniwersalnego, by mogli to zasymilować ludzie różnych ras i różnych kontynentów. Zachód przewyższa inne kultury pod każdym względem i w każdej dziedzinie – powiedzmy to głośno i wyraźnie. Zwolennicy prezentyzmu sugerują czasem, że na przykład przeciętna wiedza botaniczna czy zoologiczna Europejczyka jest wręcz żenująco niska w porównaniu z tą, jaką mają choćby pewne plemiona „pierwotne” i fakt ten powinien być dla nas lekcją pokory. Niestety, jest to argument dziecka z piaskownicy, które zapewnia, że jego łopatka i jego wiaderko są lepsze, bo są koloru zielonego. Plemiona pierwotne muszą orientować się w tym, co mogą zjeść i jakie zwierzę jest dla nich niebezpieczne, gdy bezmyślnie pętają się po dżungli. Mieszkańcy zachodniego świata szczęśliwie dawno już uwolnili się od tego typu prymarnych „potrzeb”, a znajomość właściwości różnych kwiatków, roślin i zwierzątek, grzecznie skatalogowana w podręcznikach do biologii i botaniki, nie jest im potrzebna do sensownego funkcjonowania na co dzień w ich własnym środowisku. Nie żyją przecież w dżungli, gdzie taka wiedza może być przydatna czy niezbędna w każdej chwili. W papuaskim języku tewa morfologiczny opis liści zawiera 40 terminów, sadzonki kukurydzy określa się 15 różnymi słowami, Eskimosi mają dziesiątki słów na określenie śniegu, co według prezentystów ma być dowodem na wyższość tych kultur nad europejską, ale w takich wywodach zwykle dyskretnie przemilczają, że w języku papuaskim czy eskimoskim nie ma bodaj jednego słowa na określenie rakiety kosmicznej, biblioteki, opery, zapisu fonograficznego, dzieła literackiego, neurochirurgii, teleskopu czy setek tysięcy innych słów i pojęć. Nie wybieramy modelu naszego życia, jak to optymistycznie sugerował Claude Lévi-Strauss, nie w skali społecznej. W skali społecznej zwykle akceptujemy ten, który jest najbardziej skuteczny i efektywny. Tylko Europa stworzyła taki model. Może nie jest on najlepszy, ale na pewno jest najlepszym z tych, które znamy.
Dwa cytaty
Witold Jurasz „Demony Rosji”: Przy okazji zaś myślę, że nie ma nic gorszego niż idealiści zajmujący się Rosją. Uważam teorię, że Rosja z wyższym poziomem życia mogłaby się stać mniej agresywna i mniej neoimperialna, za pozbawioną podstaw. Nacjonalizm przyjmujący formę skrajnego szowinizmu jest do tego stopnia składową rosyjskiej duszy, że zamożna Rosja, w której udałoby się zbudować efektywne państwo, byłaby tak samo imperialistyczna i agresywna jak ta obecna, z tą różnicą, że byłaby znacznie silniejsza.
Jedno nie ulega wątpliwości. Ktokolwiek twierdzi, że Rosja jest w jakimkolwiek stopniu bardziej moralna od Zachodu, nie myli się ani nie błądzi. Ktokolwiek tak twierdzi, jest po prostu skończonym idiotą.
Niechlubna tradycja
„Tragedia templariuszy”, Michael Haag: Załoga zamku Beaufort na południowym krańcu doliny Bekaa w Libanie poddała się w 1268 roku. Wyśmienici muzułmańscy inżynierowie wojskowi zbudowali dwadzieścia sześć machin oblężniczych: taranów, wież i katapult, zakupiwszy drewniane ramy i metalowe części od kupców weneckich zawijających do portów egipskich.
Zachodni Europejczycy z chęci zysku wielokrotnie pomagali w islamizacji Bliskiego Wschodu. Wtedy i potem, wystarczy wspomnieć o niechlubnym udziale w upadku Konstantynopola. Z co najmniej równym zapałem pomagali także w sowietyzacji Europy Środkowej i Wschodniej jeszcze niedawno. W sierpniu 1920 roku lwowski Dziennik Ludowy informował, że tak zwane powszechne zrzeszenie niemieckich Związków zawodowych, Soc. Demokratyczna partia Niemiec oraz niemiecka partia komunistyczna ogłosiły następującą odezwę: Z dnia na dzień mnożą się pogłoski, że wojska koalicyjne gromadzą się nad Renem, że zwozi się tam materyał wojenny i żywność, aby wesprzeć Polaków w wojnie z Rosyą, rozpętanej przez polski rząd. Gdyby koalicya wymusiła przewiezienie transportów przez Niemcy, oznaczałoby to złamanie niemieckiej neutralności. Niemiecka klasa pracująca musi temu wszelkimi środkami przeszkodzić i odmówić współudziału przy próbach transportowania wojsk i amunicyi przez niemieckie terytoryum.
Z Dziennika Ludowego pochodzi również wiadomość o tym, co w tym samym czasie działo się w Pradze: wydział wykonawczy czesko-słowackiej soc. demokratycznej partyi robotniczej, przy współudziale członków prezydyum niemieckich socyalistów wydał odezwę, w której podnosi, że zwycięstwo Rosyi sowieckiej leży w interesie międzynarodowego socyalizmu. Cała tedy sympatya czesko-słowackiego i niemieckiego proletaryatu rewolucyjnego znajduje się w tej walce po stronie Rosyi sowieckiej.
A czy i dziś, w roku 2022, Europa jest już całkowicie wolna od tej nędznej i wielowiekowej tradycji?
Albert Speer
„Dziennik norymberski” G. M. Gilbert. Albert Speer w rozmowie z Gilbertem: Człowiek osądza jednostki i ruchy społeczne wedle ich ostatnich chwil. Byłoby lepiej pozwolić, by nazizm zakończył swą historię w aurze klęski, zepsucia, gruntownej zgnilizny i sromoty, tak jak stało się to pod koniec wojny, zamiast tego dodano inny ostatni rozdział, który oferuje kilku przywódcom szansę wygłaszania wspaniałych mów i dobrego zaprezentowania się w historii oraz sprawia, że ludzie pomyślą sobie: mimo wszystko było w tym coś dobrego”. Niesłychanie celne i trafne spostrzeżenie. Autorów największej i najohydniejszej zbrodni w dziejach ludzkości traktowano w czasie procesu norymberskiego z niesłychaną atencją i życzliwością. Nie rozstrzelano ich na miejscu, nie powieszono na rzeźniczym haku, nie spalono żywcem w piecu, nie zagazowano, nie zagłodzono na śmierć. Przeciwnie, cieszyli się warunkami, których nigdy, nawet w przybliżonej formie, nie przyznali swoim ofiarom. Im tymczasem zapewniono nie tylko najlepszych adwokatów i doskonałą opiekę lekarską, ale i dziesiątki innych przywilejów. Otrzymali też, co gorsza, szansę odegrania roli mężów stanu, co skrupulatnie wykorzystywali strojąc fochy, jak to określa Gilbert. Należałoby zapytać, komu ten medialny cyrk był potrzebny i w jakim celu. Może Rosjanom, namaszczonym już przez Zachód na sojuszników i sprzymierzeńców? Może tym, którzy już wówczas planowali i przewidywali odrodzenie wielkich Niemiec?
Polska „elita”
Polakom od dziesiątków już lat, najpierw przez komunistów, obecnie przez liberałów, wmawia się, że wszyscy dookoła są lepsi. Nie wiem, czy istnieje jakaś prasa, poza prasą polską, która może poszczycić się taką ilością artykułów i artykulików, zapytań i informacji o tym, co inni myślą o nas, jak inni nas widzą, co sądzi się o nas za granicą, jak inni reagują na nasze decyzje czy ustawy, jak wyglądamy w oczach Francuzów, Pigmejów czy choćby świnek morskich. W Szwecji, kraju, gdzie obecnie mieszkam, nikogo nie obchodzi, co jakiś Papuas o nich pomyśli, powie czy napisze. Po prostu jest im obojętne, co Papuas o nich myśli. To, co Papuas, Francuz czy Pigmej o nich myśli jest sprawą Papuasa, Francuza czy Pigmeja. Szwedzi sami doskonale wiedzą, kim oni są i nie potrzebują masturbować się opiniami innych o sobie.
W Polsce jest inaczej. W komunizmie lepsi od nas byli nawet Rosjanie. Byli lepsi we wszystkim – w sporcie, w nauce, w literaturze, w polityce, nawet w piciu alkoholu. Dlatego lubiliśmy takich facetów jak Kozakiewicz, którzy nawet w paszczy krokodyla potrafili pokazać wała i nieco poprawić nasze samopoczucie. Po odwilży, a następnie przejęciu władzy przez pogrobowców komunizmu, gdy nie wypadało już pognębiać nas Rosjanami, pojawiła się technika dołowania nas ludźmi Zachodu, cywilizowaną i wysublimowaną zagranicą oraz kulturą europejską. Przyznano nam prawo awansu do grzędy wyżej i zaszczyt bycia lepszymi od Rosjan, ale wciąż powinniśmy mieć świadomość, że jesteśmy gorsi od ludzi Zachodu, że przerastają nas oni o wieki, że mamy pokornie przyjmować ich mądre słowa i pouczenia. Tak zwane polskie elity – a w polskim kontekście słowo to powinno się pisać w cudzysłowie, bo są to głównie aktorzy i statyści, wszelkiej maści subretki i amanci, pisarze z bożej łaski, marni dziennikarze, celebryci, znani wyłącznie z tego, że są znani, wszelkiej maści zapiewajła, politycy typu Biedronia i jego żony (czy odwrotnie, niestety, nie znam kolejności dziobania w takich konfiguracjach), infulencerzy, agenci wpływu i pożyteczni idioci – nieustannie straszą nas opiniami innych, lepszych od nas. Teraz już nie Rosjanie, ale Niemcy, Francuzi, Anglicy, Hiszpanie, Włosi i pozostałe nacje Europy są od nas lepsze i mają prawo nas karcić, prawić morały, udzielać przygan, upomnień i ostrzeżeń. Według naszych polskich „elit”, powinniśmy pilnie wsłuchiwać się w te głosy, brać je sobie do serca i starać się, starać i jeszcze raz starać, by do nich choćby trochę doskoczyć. Kiedy dokonamy czegoś sensownego, w polityce czy w ekonomii, a wystarczy, że jest to niezgodne z upodobaniami naszych „elit”, natychmiast pojawiają się dziesiątki informacji o tym, jak bardzo to rozbawiło, oburzyło, obraziło, czy dotknęło do żywego jakiegoś Szweda czy Papuasa. Jeżeli to nie wystarczy, poskarżą się w lewicowym kolegom z Unii Europejskiej, żądając kary. Nasze „elity” to pseudoelity, to ludzie, którzy nie wiedzą, skąd pochodzą i kim są – to najbardziej zadżumiona część polskiego społeczeństwa. Umówmy się, że ci wszyscy „oświeceni” aktorzy, jak Maciej Stuhr czy równie „oświecona” literatka jak Maria Nurowska, która pisze równie nędzne książki jak nędzne komentarze na Facebooku (Odbyłam dziś bitwę z trollami, przy okazji blokad miałam możliwość zobaczyć te twarze, a właściwie mordy. Oni mają ordynarne ryje i to wszystko elektorat PiS. A ich baby! Nie lepsze!) czy wielce „oświecony” dziennikarz Tomasz Lis, redaktor polskiej edycji Newsweeka, wydawanego przez niemieckie wydawnictwo Springera, to nie jest elita. To współczesne wydanie polskich arian, którzy – tak samo jak ich poprzednicy z siedemnastego wieku – chętnie pomogą w jakichś nowych planach rozbioru Polski, gdy tylko takie się pojawią. To nie jest elita i nie nazywajmy ich elitą. To pierroty, przebierańce i śmiszki. Prawdziwa polska elita spoczywa w piaskach Katynia, w bezimiennych grobach, w tundrach Syberii, w krematoriach niemieckich obozów zagłady.
Nie sądzę, by jakiś Szwed, Francuz czy Belg miało prawo nas pouczać czy upominać. To raczej my mamy takie prawo i byłoby dobrze, gdybyśmy zaczęli wreszcie z niego korzystać. Dla tych, którzy mają w tej sprawie wątpliwości, przypomnę tylko jeden fakt. W 1945 r. generał Charles de Gaulle dokładnie skopiował skuteczne działania Talleyranda z Kongresu Wiedeńskiego i dzięki temu podbita przez Niemców, kolaboracyjna Francja, łącznie z faszystowską filią La France de Vichy, organizującą obławy na Żydów (Obława Vel d’Hiv) nagle przemieniła się w dumną IV Republikę, zwycięską aliantkę, została zaproszona do stołu w Poczdamie, dostała francuską strefę okupacyjną Niemiec i Berlina i stosowne reparacje wojenne. Polskę natomiast, która nie poddała się nigdy, straciła miliony obywateli, walczyła na wszystkich frontach świata, wyzwalała Europę, między innymi także Francję, oddano w wieczystą dzierżawę Stalinowi, a polskim żołnierzom i generałom, po zdemobilizowaniu, nie zapewniono nawet godziwej odprawy. Warto o tym pamiętać. To nie my musimy się czegoś wstydzić.
Europa to Niemcy
Bliskie proroctwa słowa S. Màrai z „Dzienników 1957-1966”: Europa to Niemcy, i jeśli Niemcy uświadomią sobie, że Zachód (Ameryka) pozostawiła ich na łasce losu, będą się zbliżać do Rosjan, mówiąc, że skoro narodowy socjalizm nie wyszedł, to może wyjdzie zamiast niego narodowy bolszewizm.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.