Starożytna EllaOne

Czy starożytność miała swoją własną tabletkę antykoncepcyjną typu dzień po, jak Escapelle lub EllaOne? Tak, była nią pewna zagadkowa roślinka, która obraziła się na ludzkość i znikła – sylfion, silphium. Nie potrafimy dziś powiedzieć, czym właściwie był sylfion. Z bardzo nielicznych zachowanych opisów i przedstawień można ewentualnie wnioskować, że należał do rodziny baldaszkowatych (Apiaceae), w więc tej samej, do której należy marchew, pietruszka czy koper, ale Grecy wierzyli, że było darem od boga Apollona. Pojawił się podobno tuż po intensywnych opadach czarnego deszczu, które nawiedziły ten rejon w 617 r. p.n.e. Teofrast opisuje sylfion jako krzyżówkę kopru włoskiego i selera, o burakowatej główce, skąd odrastały grube korzenie, długie na około łokieć, liść zaś, nazywany maspeton, podobny do selera. Sylfion uznawany był za panaceum – miał leczyć trąd, zatrucia, bóle gardła i kaszel, bóle reumatyczne, stymulować porost włosów, usuwać kurzajki i brodawki, pomagać na migrenę i tysiąc innych przypadłości, ale przede wszystkim ceniono go jako nadzwyczajnie skuteczny środek antykoncepcyjny i wczesnoporonny. Na tym zastosowania tej tajemniczej rośliny nie kończą się zresztą, bo była również poszukiwaną i cenioną przyprawą. Podobno nadawała potrawom wykwintny smak i w arystokratycznej rzymskiej kuchni stosowaną ją powszechnie; jej zielone części wykorzystywano jako warzywo. Sylfion był szalenie drogi, a szczególnie tak zwane laserpitium – stężały sok otrzymywany z korzeni, który posiadał właściwości odkażające i przeciwzapalne. To powodowało także, że był znakomitym środkiem lokowania kapitału, równym wartością złotu i srebru. W całym basenie Morza Śródziemnego wręcz pożądano tej cudownej rośliny. W Rzymie jej zapasy przechowywano w publicznym skarbcu, odnawiając je każdego roku. W sztuce Tragarze Hermippos wymienia zbiór towarów, które drogą morską docierały do Aten w V wieku p. n. e. i na pierwszym miejscu umieszcza właśnie sylfion. Silphium było endemitem, tzn. występowało jedynie na małym obszarze geograficznym i poza nim nigdzie indziej na świecie. Tym miejscem była starożytna grecka kolonia Cyrenajka – kraina zajmująca tereny obecnego wybrzeża Libii. Gospodarka Cyrenajki była więc związana z eksportem sylfionu, a handel nią był z oczywistych względów objęty monopolem państwowym i podlegał ścisłej kontroli.

Powodem tego, że akurat Cyrenajka czerpała ogromne zyski z eksportu sylfionu było to, że rośliny tej nie dało się uprawiać. Cały zbiór pochodził z naturalnych stanowisk, położonych jedynie na obszarze prowincji. Cyrenejczycy dbali o swój skarb, zbierali sylfion umiejętnie, aby dobrze się odnawiał i stale była dostępna odpowiednia jego ilość. Roślina zniknęła z powierzchni ziemi około 2 tysiące lat temu, a przyczyną tego według wielu historyków mogła być jedna kiepska decyzja administracyjna. Od kiedy status Cyrenajki w Imperium Rzymskim zmienił się z prowincji cesarskiej na senatorską, odtąd namiestnik Cyrenajki panował bardzo krótko, często tylko rok, a jego przychody zależały głównie od wypracowanego zysku. W takiej sytuacji namiestnicy kładli nacisk na rabunkową, intensywną eksploatację sylfionu. Po kilkudziesięciu latach na świecie został tylko jeden okaz sylfionu, który został posłany jako dar cesarzowi Neronowi. Nie wiemy, co z nim zrobił. Zapewne nic mądrego, ale od tego czasu świat starożytny musiał nauczyć się żyć bez tabletki dzień po.