Wielkoduszność naszego gatunku. To imponujące, że homo sapiens chce tak ochoczo dzielić się swoim panowaniem nad światem z innymi gatunkami i bierze pod swoje opiekuńcze skrzydła wszystko, co jego zdaniem jest zagrożone w swoim istnieniu, poczynając od niedźwiedzia polarnego, pingwina magellana, ary hiacyntowej, kapucynki czubatej, pająka ptasznika czerwonokolanowego, aligatora amerykańskiego, lamparta plamistego, skorpiona cesarskiego, piżmowca syberyjskiego i kończąc na setkach innych stworzeń ze świata natury. To doprawdy wielki gest, hojność w historii Ziemi absolutnie niespotykana, zwłaszcza, że nasze panowanie na tej planecie ma wciąż jeszcze dość świeży rodowód. Znamy gatunki, które władały Ziemią nieporównywalnie dłużej, jak choćby dinozaury, które zasmradzały Ziemię wyziewami metanu przez ponad 170 milionów lat, i w czasie swojej długotrwałej regencji ani myślały dzielić swoje niekwestionowane władztwo z byle jakim mizernym skorpionem, krabem pacyficznym, laotańską szczuro-wiewiórką, latimerią czy innymi stworzeniami z tamtej epoki. Mikroskopijne mózgi tych olbrzymów funkcjonowały więc zadziwiająco sprawnie, chyba że przyjmiemy, że to wrodzona gadzia skromność nie pozwalała im na samozwańcze ogłoszenie swojej rasy panami wszelkiego stworzenia.