Wielkoduszność

Wielkoduszność naszego gatunku. To imponujące, że homo sapiens chce tak ochoczo dzielić się swoim panowaniem nad światem z innymi gatunkami i bierze pod swoje opiekuńcze skrzydła wszystko, co jego zdaniem jest zagrożone w swoim istnieniu, poczynając od niedźwiedzia polarnego, pingwina magellana, ary hiacyntowej, kapucynki czubatej, pająka ptasznika czerwonokolanowego, aligatora amerykańskiego, lamparta plamistego, skorpiona cesarskiego, piżmowca syberyjskiego i kończąc na setkach innych stworzeń ze świata natury. To doprawdy wielki gest, hojność w historii Ziemi absolutnie niespotykana, zwłaszcza, że nasze panowanie na tej planecie ma wciąż jeszcze dość świeży rodowód. Znamy gatunki, które władały Ziemią nieporównywalnie dłużej, jak choćby dinozaury, które zasmradzały Ziemię wyziewami metanu przez ponad 170 milionów lat, i w czasie swojej długotrwałej regencji ani myślały dzielić swoje niekwestionowane władztwo z byle jakim mizernym skorpionem, krabem pacyficznym, laotańską szczuro-wiewiórką, latimerią czy innymi stworzeniami z tamtej epoki. Mikroskopijne mózgi tych olbrzymów funkcjonowały więc zadziwiająco sprawnie, chyba że przyjmiemy, że to wrodzona gadzia skromność nie pozwalała im na samozwańcze ogłoszenie swojej rasy panami wszelkiego stworzenia.  

Strzępy 22

Wyrwać z ziemi głazy i wznieść z nich wymierzone w niebo katedry, ukraść poczwarkom motyla tajemnicę ich przędzy i utkać z niej jedwabne brokaty, skonstruować instrumenty muzyczne, z pary wodnej uzyskać siłę napędową, ograniczyć choroby, zaprząc do pracy elektryczność, okiełzać wiatr, zbudować kosmiczne teleskopy podglądające wszechświat i reaktory jądrowe, wysłać człowieka w kosmos, postawić stopę na innej planecie, stworzyć mikroprocesory, wspaniałe powieści, rzeźby i uwertury, odczytać DNA … Nie, rzeczywiście nie mamy powodu do dumy. Powinniśmy jedynie gryźć trawę i zasrywać tę planetę, jak ekologiczne dinozaury, oczekujące przez 135 milionów lat ich bezmyślnego panowania aż jakiś łaskawy meteor czy kometa wreszcie zechcą skrócić ich męki …

Przyroda

Ekolodzy, Zieloni, wszelkiej maści obrońcy przyrody wychodzą z naiwnego założenia, że z Przyrodą można negocjować, że można ją przekupić, można się jej podlizać, że będzie dla nas dobra, jeżeli tylko my będziemy grzeczni. Błąd. Przyroda wykreowała dziesiątki tysięcy najrozmaitszych gatunków, zarówno takich, które znamy, jak i takich o których nic nie wiemy i nie dowiemy się już nigdy. I niemal wszystkie one, poza dinozaurami i diplodokami, które – cierpiąc na obrzydliwy gigantyzm – produkowały koszmarne ilości metanu, były wyjątkowo grzeczne i pokorne, wstydliwie kryjąc się w swoich niszach. Wszystkie te gatunki podzieliły jednak dokładnie ten sam los. Przyroda nie zajmuje się nagradzaniem dobrych czy karaniem złych. Niszczy i jednych i drugich. To jedyne jej zadanie. Innego zresztą nie ma.

Oddech Leonarda

Sformuowane niegdyś przez Lavoisiera prawo zachowania masy stwierdza, że atomy we wszechświecie podlegają nieustannemu przetwarzaniu, czyli innymi słowy „w przyrodzie nic nie ginie”. Grawitacja gwarantuje, że większość z tych atomów, które znajdują się na Ziemi, na niej pozostaje. Oddychamy więc tymi samymi atomami, którymi oddychali Salomon, Cezar, Aleksander Macedoński, Leonardo da Vinci, i miliony innych ludzi żyjących przed nami. Cofnijmy się jednak jeszcze bardziej –  uwzględniając długość czasu przez który dinozaury zamieszkiwały nasz glob, należy uznać za pewne, że oddychamy też dinozaurami, że każdy owoc, jaki zjadamy, zawiera sporo atomów, które przed milionami lat były cząsteczką jakiegoś zwierzęcia czy człowieka, a każdy łyk wody, który bierzemy do ust, zawiera atomy czyjegoś moczu. Policzmy. Ja, matematyk wyjątkowo kiepski, uczyniłem to i wygląda na to, że po raz pierwszy udało mi się uzyskać właściwy wynik. Równanie jest proste:

całkowita masa ziemskiej atmosfery wynosi 5 x 1021 gramów

powietrze jest mieszaniną molekuł azotu i tlenu w stosunku 4 do 1

masa jednego mola powietrza wynosi około 28,8 grama

jeden mol każdej substancji zawiera około 6 x 1023 molekuł

w całej ziemskiej atmosferze jest więc ca. 1,04 x 1044 molekuł

jeden mol gazu w temperaturze ciała i pod ciśnieniem atmosferycznym ma objętość około 25,4 litra

objętość powietrza wdychanego i wydychanego podczas jednego oddechu wynosi u człowieka średnio jeden litr

można założyć, że Leonardo da Vinci podczas jednego oddechu wdychał około 2,4 x 1022 molekuł

przeciętnie wykonujemy około 25 wdechów na minutę, więc podczas 67 lat życia (podobno tyle żył) we wszystkich jego wydechach znalazło się 2,1 x 1031 molekuł

w takim razie w atmosferze jedna molekuła na każde 5 x 1012 znajdowała się niegdyś w jego płucach.

z każdym oddechem wdychamy około 2,4 x 1022 molekuł

jest więc spora szansa, że wprowadzamy do naszych płuc około 4,9 x 109 molekuł, którymi oddychał Leonardo.

Podobnie można policzyć, że wdychamy około pięciu molekuł, jakie znajdowały się w jego ostatnim tchnieniu. Naturalnie, są to założenia „z grubsza”: przyjmujemy, że molekuły z oddechów mistrza da Vinci dobrze wymieszały się z resztą atmosfery, że nie oddychał ponownie tymi samymi molekułami i że w atmosferze nie ma strat związanych z późniejszymi użytkownikami, spalaniem czy wiązaniem azotu cząsteczkowego. Ale jakkolwiek by nie było mamy do dyspozycji spory zapas molekuł, tak że ich ewentualne straty nie powinny wpływać na główny wniosek płynący z obliczeń.

Podobny rachunek można też przeprowadzić dla wody, jeżeli wiemy, że liczba molekuł w hydrosferze wynosi 5,7 x 1046. Pokaże on, że łyk płynu zawiera około 18 x 106 molekuł, które podczas życia Leonarda da Vinci przeszły przez jego ciało. Jest więc niemal pewne, że oprócz oddychania jego oddechem, w każdej szklance wypijanej przez nas wody wypijamy nieco jego moczu. Na zdrowie.