Bizancjum. Czasy Teodozjusza Wielkiego. Postacią wszechpotężną w owym okresie był główny minister cesarza, eunuch Chryzafiusz. Przez łapówki zgromadził ogromną fortunę, otwarcie spiskował przeciwko rodzinie cesarza, i w końcu osiągnął, co zamierzał – żona i siostra cesarza, niechętne mu, zostały usunięte z dworu. Od tego momentu stał się faktycznym władcą imperium. W grudniu 447 r. watahy Hunów pod wodzą Attyli pojawiły się pod murami Konstantynopola. Chryzafiusz jak zwykle preferował politykę ustępstw i, zamiast walczyć, złożył Attyli wiernopoddańczy hołd oraz wypłacił gigantyczne „odszkodowanie” – za fakt, że ten łaskawie zechciał wraz ze swoją hordą pofatygować się aż pod mury Konstantynopola. Ten upokarzający haracz ostatecznie kosztował imperium znacznie więcej złota niż jakakolwiek kampania wojskowa. Filobarbarzyńska polityka dzisiejszej Europy przypomina czasy Teodozjusza Wielkiego. Obecni władcy Europy, wzorem ich mistrza Chryzafiusza, składają barbarzyńcom kolejne hołdy i wypłacają kolejne „odszkodowania”. Heglowskie powiedzenie, że historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła jest i najwyraźniej zawsze pozostanie aktualne. Świat jest pełen eunuchów, wszelkiej maści Chryzafiuszy, kunktatorów, histeryków, asekurantów i tchórzy. I Hunowie zawsze mogą na nich liczyć.