Acedia. Jeszcze jedno pojęcie z czysto greckim rodowodem, jak zresztą niemal wszystkie pojęcia, które odnoszą się do naszej psychiki, łącznie z samym pojęciem ψυχή. Grecy nas wymyślili. Akēdía, akedeía to brak troski o własny byt, o swoje istnienie, obojętność, od słowa kēdía (troska) lub według Galena aciditas, a więc melancholia. Acedia to choroba duszy objawiająca się apatią, niemożnością zaznania spokoju i dekoncentracją, znana w tradycji chrześcijańskiej od czasów ojców pustyni, wśród których była zjawiskiem dość powszechnym. Jeden z nich, Jan Kasjan, określa acedię słowem taedium, przesyt, co wydaje się być wyjątkowo celnym spostrzeżeniem.
Acedia to przygnębienie, smutek, brak motywacji do działania, brak zaangażowania i nadziei, zniechęcenie, wyczerpanie, zobojętnienie, wrażenie duchowej pustki. Jest to paraliżująca niezdolność do bycia tu i teraz i zajmowania się swoim aktualnym życiem. Kasjan dodaje, że charakterystyczną cechą acedii jest tzw. horror loci, czyli niechęć do miejsca, w którym się obecnie znajdujemy oraz czynności, którym musimy się oddawać – kiedy się pracuje, najchętniej nic by się nie robiło; kiedy się nie pracuje, odczuwa się bezbrzeżną nudę. Dante ludzi obciążonych grzechem acedii, bo Kościół uznawał ją za grzech, skazał na cierpienia w piątym kręgu piekieł, smolistym, nudnym i pogrążonym w chaosie. Dzisiaj, gdy wielu ludzi zmaga się z poczuciem pustki, niespełnienia, niechęci, odczuwa smutek, przygnębienie, niezadowolenie z wykonywanej pracy, rozczarowanie i brak motywacji do działania, acedia zaczyna powoli awansować do jednej z wielu chorób cywilizacyjnych. I tak oto historia raz jeszcze zatacza krąg – od choroby pierwszych pustelników do pospolitej przypadłości dekadentów.