Acedia

Acedia. Jeszcze jedno pojęcie z czysto greckim rodowodem, jak zresztą niemal wszystkie pojęcia, które odnoszą się do naszej psychiki, łącznie z samym pojęciem ψυχή. Grecy nas wymyślili. Akēdíaakedeía to brak troski o własny byt, o swoje istnienie, obojętność, od słowa kēdía (troska) lub według Galena aciditas, a więc melancholia. Acedia to choroba duszy objawiająca się apatią, niemożnością zaznania spokoju i dekoncentracją, znana w tradycji chrześcijańskiej od czasów ojców pustyni, wśród których była zjawiskiem dość powszechnym. Jeden z nich, Jan Kasjan, określa acedię słowem taedium, przesyt, co wydaje się być wyjątkowo celnym spostrzeżeniem.

Acedia to przygnębienie, smutek, brak motywacji do działania, brak zaangażowania i nadziei, zniechęcenie, wyczerpanie, zobojętnienie, wrażenie duchowej pustki. Jest to paraliżująca niezdolność do bycia tu i teraz i zajmowania się swoim aktualnym życiem. Kasjan dodaje, że charakterystyczną cechą acedii jest tzw. horror loci, czyli niechęć do miejsca, w którym się obecnie znajdujemy oraz czynności, którym musimy się oddawać – kiedy się pracuje, najchętniej nic by się nie robiło; kiedy się nie pracuje, odczuwa się bezbrzeżną nudę. Dante ludzi obciążonych grzechem acedii, bo Kościół uznawał ją za grzech, skazał na cierpienia w piątym kręgu piekieł, smolistym, nudnym i pogrążonym w chaosie. Dzisiaj, gdy wielu ludzi zmaga się z poczuciem pustki, niespełnienia, niechęci, odczuwa smutek, przygnębienie, niezadowolenie z wykonywanej pracy, rozczarowanie i brak motywacji do działania, acedia zaczyna powoli awansować do jednej z wielu chorób cywilizacyjnych. I tak oto historia raz jeszcze zatacza krąg – od choroby pierwszych pustelników do pospolitej przypadłości dekadentów.

O hinduskim Piekle

Hindusi, w powszechnej opinii ludzie łagodni, pogodni i przyjaźni, wyprodukowali wyjątkowo makabryczną, mroczną i okrutną koncepcję piekła. Hinduskie piekło, Naraka, jest podzielone na sektory, a w każdym stosuje się odrębne formy tortur, stosowne do rodzaju wykroczeń i grzechów. Przy głównym wejściu do piekła, na brzegu Baitarani, rzeki „trzech dróg”, siedzi stara wiedźma, która zdziera z przybyszy szaty i wiesza je na gałęziach rosnącego za nią drzewa. Jej oczy to ogniste, obracające się koła. To ona segreguje dusze potępionych i kieruje na ścieżki prowadzące do określonych wyrokiem Jamy sfer piekła.

Według hinduskiej mitologii istnieje łącznie 136 (sic!) gorących piekieł. Na osiem głównych składają się: Sandziwa, gdzie grzesznicy są rozcinani i rozrywani na strzępy, a następnie składani i regenerowani, by mogli od nowa cierpieć te same męki. Tutaj wysyła się lekarzy, którzy doprowadzili swoich pacjentów do śmierci, samobójców, morderców, despotycznych władców i szalbierzy. Kalasutra to kolejne piekło, gdzie grzeszników przybija się do ziemi, maluje na ich ciałach osiem lub szesnaście linii, wzdłuż których potem przecina się ofiary rozpalonymi do czerwoności piłami. Jest to piekło oszczerców, którzy za życia nie okazywali szacunku rodzicom, Buddzie i kapłanom. Sanghata to trzecie piekło. Potępionych zgniata się w nim między olbrzymimi skałami o zwierzęcych głowach. Miała to być kara dla tych, którzy profanowali święte księgi, fałszywych kapłanów, złodziei i tych, którzy za życia kierowali się nienawiścią, zazdrością lub chciwością. Czwarte piekło to Raurawa, przeznaczone dla tych, którzy złorzeczyli na pogodę lub marnowali żywność – tutaj  skazanych torturowano przez wlewanie im do gardeł roztopionego żelaza. Maharaurawa to piąte piekło, piekło dla heretyków, których gotuje się w olbrzymich kotłach wypełnionych roztopionym żelazem. Szóste to Tapana, miejsce dla tych, którzy za życia piekli i wędzili zwierzęta jako pożywienie. Tu zamykano ich w rozżarzonych komorach. Siódme piekło nosi nazwę Pratapana – piekło dla odstępców od wiary buddyjskiej, gdzie wbija się w nich płonące trójzęby, a następnie obraca na rozżarzonych żelaznych płytach. Ósme piekło to Awiczi – najokrutniejsza strefa piekielna. Winowajcy są wiecznie trzymani w płomieniach, chociaż nigdy nie mogą zostać całkiem spaleni. To piekło dla tych, którzy bluźnili przeciwko Buddzie, przelali krew lub zabili mnicha buddyjskiego.

Poza piekłami gorącymi było jeszcze 8 zimnych kręgów piekielnych: Arbuda, Nirarbuda, Atata, Hahawa, Ahaha, Utpala, Padma i Pundarika. Nie koniec na tym. „Zacni i łagodni” Hindusi wierzyli w istnienie 84 tysięcy zewnętrznych piekieł, zwanych Lokantarika, które miały znajdować się na ziemi, w niedostępnych górach, na krańcach pustyń, na dnie gorących źródeł i jezior.

Czytając o tym natychmiast przychodzi na myśl piekło dantejskie i pojawia się pytanie, czy Dante, pisząc swój poemat, mógł znać hinduską koncepcję piekła. Jest tu zaskakująco wiele zbieżności.

Ekologia i lichwa

W XIII wieku rozwijająca się Europa pilnie potrzebowała pożyczek i kredytów, by móc wykarmić wygłodniałą gospodarkę. I tu pojawił się poważny problem, bowiem Kościół zakazywał chrześcijanom zajmowania się lichwą. Czternastowieczny komentarz do „Boskiej komedii” Dantego, autorstwa Włocha Benvenuti de Rambaldis da Imola, trafia w samo sedno tamtego problemu: „Ci, co zaangażują się w lichwę pójdą do piekła; a ci, którym się to nie powiedzie, popadną w ubóstwo.” Na nie-szczęście dla chrześcijan znalazło się bardzo proste rozwiązanie tego problemu. Wystarczyło oficjalnie pozwolić Żydom, by zajęli się udzielaniem pożyczek i kredytów. Według prawa judaistycznego nie było to nic, czym by się wyznawcy Mojżesza nie mogli zająć, a z punktu widzenia Watykanu Żydzi i tak byli skazani na wieczne potępienie przez odrzucenie Chrystusa. Przyjmując nową rolę, Żydzi szybko okazali się być niezastąpieni dla możnowładców, w zamian otrzymując tolerancję i protekcję. Szlachta i duchowieństwo zaczęło pożyczać od nich pieniądze spłacane potem po bardzo wysokim procencie.

To całkiem dobrze ilustruje sytuację, którą mamy dzisiaj w formie szaleństwa europejskiego programu ekologicznego. Pozbywamy się przemysłu w naszych krajach, odmawiamy sobie węgla, elektrowni atomowych, gazu i innych kopalin, bo tego surowo zakazuje nam ekologia, grożąc wiecznym potępieniem. Nie mamy nic przeciwko temu jednak, gdy taką „lichwą” posługiwali się nieprawowierni, czyli kraje, które nie boją się pójść do piekła. Potem kupujemy to wszystko od nich, uzależniając się w identyczny sposób jak trzynastowieczna szlachta i duchowieństwo od żydowskich pożyczek. Zawsze uważałem, że ekologia przeobrazi się w pewnym dziejowym momencie w wyjątkowo ciemną i zacofaną religię.  

Dante i Mahomet

Zobojętnieliśmy. Nie reagujemy. Nie oburzamy się. Nie protestujemy. Połykamy każde kłamstwo, każdą mistyfikację. Sami, z własnej woli, prowokujemy kolejne kłamstwa, kolejne mistyfikacje. Prześcigamy się w tym. Nasz strach to najgroźniejsza piąta kolumna. W tym roku przypada 700-lecie śmierci Dantego Alighieri. Holenderskie wydawnictwo Blossom Books wydało z tej okazji jego największe dzieło „Boska komedia”. W pieśni XXVIII nie znajdziemy już jednak Mahometa w piekle. Wydawnictwo postanowiło ocenzurować poetę, aby nie zranić przypadkiem uczuć wyznawców islamu. Ten „cenzuralny” wyjątek dotyczy jedynie Mahometa – z piekła nie wycięto ani papieża, ani homoseksualistów ani innych niewygodnych postaci. Myrthe Spiteri, właścicielka i szefowa wydawnictwa Blossom Books, tłumaczy ten akt bezprzykładnego literackiego wandalizmu tym, że opowieść nie będzie niepotrzebnie wroga wobec czytelników, którzy stanowią tak dużą część społeczeństwa holenderskiego i flamandzkiego. Kluczowe dla decyzji było to, że ten fragment nie jest konieczny do zrozumienia tekstu. Wydawnictwo specjalizuje się w książkach dla młodych czytelników i zapewnia w prezentacji swojej witryny, że odczuwa społeczną odpowiedzialność i chce publikować książki, które spowodują, że młodzi ludzie będą myśleć i wyrabiać sobie poglądy. Nie uciekamy od najważniejszych tematów i widzimy swoje zadanie jako uczestniczenie w debacie społecznej. Książki mogą pomóc ci zrozumieć, kim jesteś i za czym się opowiadasz, a my chcemy pomóc młodym ludziom rozwijać otwarty umysł, własne poglądy i własną tożsamość – piszą. Na zakończenie, zamiast dodatkowego komentarza, należałoby jedynie przytoczyć skromny fragment XXVIII pieśni, dopóki to jeszcze jest możliwe:

Z dziurawej kadzi mniej wina wyciecze,

Ile krwi ciekło z rozciętego ducha,

Od samej brody aż poniżej brzucha;

Z kolan drgające zwisały jelita;

Widziałem serce, część wnętrza okryta

Raziła oczy czerwonością nagą.

Podczas gdym jego oglądał z uwagą,

Spojrzał, rękoma pierś rozdarł i rzecze:

«Patrz, ja, Mahomed, jak siebie kaleczę!

Przede mną Ali cały we łzach kroczy,

Twarz mu po czaszkę jedna rana broczy;

Szatan tu stoi i z naszej gromady

Każdego bierze na ostrze swej szpady;

Gdy kończym obrót swej bolesnej drogi,

Tu choć najszersza zamyka się rana

W chwili, gdy stajem przed mieczem szatana.

Lecz ty, kto jesteś, co stoisz bez trwogi?

Może niedługo skoczysz z tej wyżyny,

Gdzie ciebie strącą twoje własne winy?»

— «On nieumarły, nie lżyj go bezkarnie!

On nie na męki wstąpił w wasze progi,

Lecz aby wszystkie tu poznał męczarnie:

Zmarły żywego, po nowej mu drodze,

Przez całe piekło z wyższej woli wodzę».

Mistrz rzekł i dodał: «Prawdzie nie skłamałem».

A na dnie jamy wszyscy potępieńce

Stanęli, patrzą na mnie gronem całem,

Zapominając z podziwu o męce.

— «Jak ujrzysz słońce, powiedz Dulcynowi

Jeśli tu prędko zstąpić nieochoczy,

Niech skupi żywność, śniegiem się otoczy;

Bo jak ci mówię, bez śniegu i głodu,

Nowarczyk w górach niełatwo go złowi».

Tak z podniesioną stopą do pochodu,

Duch Mahometa mówił, potem nogę

Na dłuż prostując poszedł w swoją drogę.

(tłum. Julian Korsak)

Lichwa

XIII wiek. Europa rozwija się gwałtownie. Potrzebne są pożyczki i kredyty, by móc wykarmić wygłodniałą gospodarkę. I tu pojawił się problem, bowiem wszechwładny Kościół zakazywał chrześcijanom zajmowania się lichwą. Benvenuti de Rambaldis da Imola, w komentarzu do „Boskiej komedii” Dantego, streszcza ten problem tyleż ironicznie, co precyzyjnie: „Ci, co zaangażują się w lichwę pójdą do piekła; a ci, którym się to nie powiedzie, popadną w ubóstwo.” Na szczęście Europa ma Żydów. Według prawa judaistycznego nie ma nic, czym by wyznawcy Mojżesza nie mogli się zająć, a z punktu widzenia stolicy apostolskiej Żydzi i tak byli skazani na wieczne potępienie. Wystarczyło więc oficjalnie pozwolić Żydom, by zajęli się tym „nędznym i niechrześcijańskim” procederem, czyli udzielaniem pożyczek i kredytów, choć zwykle po bardzo żydowskim procencie. Przyjmując nową rolę Żydzi szybko okazali się być niezastąpieni dla królów, możnowładców, szlachty oraz duchowieństwa, otrzymując z ich strony protekcję i tolerancję. Ofiarami naszych idiosynkrazji bywamy więc nie tylko w życiu prywatnym – ta sama zasada funkcjonuje również w życiu społecznym.

Dziennik norymberski

Opis naocznego świadka masowej egzekucji dokonanej przez jedną z Himmlerowskich Einsatzgruppen, cytowany w pracy G. M. Gilberta „Dziennik norymberski”: Ci ludzie rozebrali się bez krzyku i płaczu, stali dookoła rodzinami w grupach, całując się nawzajem, żegnając się i oczekując na znak innego esesmana, który stał blisko wykopu, również z pejczem w ręku. Piętnaście minut tak stałem blisko, nie słyszałem lamentów ani próśb o litość. Obserwowałem ośmioosobową rodzinę, mężczyznę i kobietę, oboje około pięćdziesiątki, z dziećmi około roku, ośmiu i dziesięciu lat – oraz dwoma dorosłymi córkami, około dwudziestu, dwudziestu czterech lat. Starsza kobieta o siwych włosach trzymała w ramionach roczne dziecko, śpiewając mu i zabawiając je. Dziecko gaworzyło z zadowolenia. Małżeństwo miało łzy w oczach. Ojciec trzymał za rękę mniej więcej dziesięcioletniego chłopca i mówił do niego łagodnie; chłopiec walczył ze łzami. Ojciec wskazywał na niebo, potrząsał głową i zdawał się coś chłopcu tłumaczyć. W tym momencie esesman przy wykopie zawołał coś do swojego kolegi. Ten odliczył dwadzieścia osób i polecił im podejść do sterty ziemi. Wśród nich była rodzina, o której wspomniałem. Dobrze zapamiętałem dziewczynę, szczupłą i ciemnowłosą, która przechodząc obok mnie, wskazała na siebie i powiedziała: „Dwadzieścia trzy lata”. Przeszedłem koło ziemnego nasypu i znalazłem się przed olbrzymim grobem. Ludzie byli ciasno ściśnięci razem i leżeli jedni na drugich, tak że były widoczne tylko ich głowy. Prawie wszystkim krew z głów ściekała na ramiona. Niektórzy, postrzeleni, wciąż się poruszali. Kilku uniosło ręce i kręciło głowami, aby pokazać, że wciąż są żywi. Wykop był już wypełniony w dwóch trzecich. Oceniałem, że już zawierał około tysiąca osób. Rozejrzałem się za mężczyzną, który strzelał. Był to esesman – siedział na wąskiej krawędzi wykopu, ze stopami wiszącymi nad dołem. Miał na kolanach karabin maszynowy i palił papierosa. Kompletnie nadzy ludzie zeszli w dół po kilku schodkach wyciętych w gliniastej ścianie wykopu i gramolili się przez głowy ludzi tam leżących, do miejsca wskazanego przez esesmana. Kładli się na zabitych i rannych; niektórzy gładzili tych wciąż żywych, mówiąc do nich po cichu. Wtedy usłyszałem serię wystrzałów. Spojrzałem do wykopu i zobaczyłem, że ich ciała drgały albo leżały bez ruchu na ciałach pod nimi. Krew płynęła na ich ramiona.

Przez całe wieki wszelkiej maści ideolodzy oraz twórcy próbowali stworzyć przekonywującą i sugestywną wizję Piekła. Religijne (chrześcijaństwo), literackie (Dante), plastyczne (Bosch) wizje Piekła okazały się być żałośnie śmieszne w porównaniu z Piekłem stworzonym w czasie 2 wojny światowej przez zwykłych Niemców tu, na Ziemi. Dzisiaj Niemcy są znów niekwestionowanymi przywódcami Europy i dzięki naszej niewyobrażalnej głupocie cierpliwie budują IV Rzeszę. Co ja mówię? Już zbudowali.

Mgła mózgowa

Mgła mózgowa była pojęciem związanym, dotychczas przynajmniej, z osobami cierpiącymi na inną mglistą chorobę czyli na fibromialgię. Do typowych objawów tego zjawiska zalicza się trudności w koncentracji, problemy ze skupieniem się, poczucie, że część mózgu jest jakby wyłączona lub, że znajduje się w stanie „zawieszenia”, dezorientacja, problemy z komunikacją i kilka innych, w tym samym stylu. Mgła mózgowa wydaje się więc być terminem, którym w dawnych, przed liberalnych czasach, wolnych od słowotwórczej inwencji poprawności politycznej, określano mianem lenistwa umysłowego, spowodowanego odmową myślenia lub nabytym zespołem niedoboru intelektu. W Boskiej Komedii Dantego miejsce takich osób znajdowało się w piątym kręgu piekła.

Ostatnio podchwycili ten termin entuzjaści i propagatorzy covida-19. Chcąc uatrakcyjnić nam wirusa jeszcze bardziej, lansują tezę, że i on może powodować mgłę mózgową. Pocovidowcy, a przynajmniej niektórzy z nich, twierdzą, iż mają uczucie jakby część ich mózgu była wyłączona, inni określają to jako stan inercyjnego “zawieszenia”. To sprawia, że gubią się w trakcie rozmowy, funkcjonują niczym na autopilocie, bez żadnego konkretnego planu w głowie, pomysłu czy kierunku w którym chcieliby w takiej dyskusji zdążać. Mają też wrażenie, że ich umysły zostały uśpione. W konsekwencji zaczynają łączyć te symptomy z demencją, co powoduje strach i dodatkowy stres. Oznacza to, innymi słowy, że pocovidova rekonwalescencja może zabrać nie tygodnie czy miesiące, lecz lata terapii i rehabilitacji wszelkiego rodzaju. Szkoda, że żaden z dziennikarzy, wypisujących tego typu bzdury, nie słyszał nigdy o cholinie, której niedobory – zwłaszcza wśród wegetarian i weganów – objawiają się właśnie osłabioną pamięcią i koncentracją, wahaniami nastroju i całą resztą wyżej wspomnianych objawów. Mgła mózgowa jest bowiem śmiesznie łatwa do zlikwidowania: cholina lub dobra dieta z rozsądną ilością mięsa i produktów odzwierzęcych, ale przede wszystkim częstsze korzystanie z intelektu, stawianie pytań, medytacja, książka zamiast gazety, telewizor wyrzucony na śmietnik i bolesny, niestety, ale zbawienny powrót do myślenia.  

Aleksjada

Czytam „Aleksjadę” Anny Komneny. Znakomite pióro, fascynująca opowieść. Cesarstwo Wschodnie, Konstantynopol. Dobrze jest pamiętać, że jest to koniec XI i pierwsza połowa XII wieku. Mroczniejszy odcień ciemności, średniowiecze. Polska czasów Galla Anonima. Anna z całą pewnością była jedną z najlepiej wykształconych i najzdolniejszych kobiet tamtego świata. Przed nią być może tylko Murasaki Shikibu, autorka Genji monogatari, Opowieści o Genjim, po niej przez długie wieki nie tylko żadna kobieta, ale i niewielu mężczyzn. Może jedynie Dante.

Emil Cioran

Czytam „Zeszyty” Emila Ciorana i z każdą stroną rośnie mój podziw i szacunek nie tylko dla jego pisarstwa, ale i tego, kim był. Otwierając tę niemal 1000 stronicową książkę byłem przekonany, że ugrzęznę w czymś w rodzaju dziennika intymnego i będę musiał wąchać przepocone skarpetki autora, dzielić jego niepowodzenia seksualne, trudne dzieciństwo, poczucie krzywdy i jego dramatyczne relacje z kochankami. Ale „Zeszyty” nie są, na szczęście, dziennikiem intymnym. Dziennik intymny jest wynalazkiem pisarzy nowożytnych. Cioran do nich nie należy. Nie ma tam ani słowa o Simone Boué, trudnym dzieciństwie czy podartych i przepoconych skarpetkach. Cioran jest jak Wergilusz, Dante, Homer czy Szekspir. Jak oni nie pisze dziennika. Jak oni przedstawia życie w akcji, w doświadczeniu.