Sandor Márai starannie przygotował swój koniec. Zawczasu kupił rewolwer, ukończył kurs obchodzenia się z bronią, od znajomego lekarza, sugerując scenę samobójstwa nad którą pracuje w powieści, wydobył zasady skuteczności w użyciu broni. Ostatnie zdanie jego Dzienników, z 15 stycznia 1989 roku, brzmi: „Czekam na wezwanie, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora”. Popełnił samobójstwo strzałem z pistoletu 22 lutego 1989 w San Diego, gdzie spędził swoje ostatnie lata. Wcześniej zapisał w „Dzienniku”: Widziałem ziemię, niebo, pory roku. Poznałem miłość, ułamki prawdy, żądze i rozczarowania. Żyłem na ziemi i powoli nabierałem wewnętrznej pogody. Pewnego dnia umrę; i to także jest cudownie zwyczajne i proste! Czy mogło zdarzyć się ze mną coś innego, lepszego, doskonalszego? Nie mogło. Przeżyłem coś największego i najwspanialszego, los człowieka. Nie mogło mi się przydarzyć nic innego i nic lepszego.