Męska droga przez mękę

Samuel Pepys w „Dziennikach” pod datą 25 maja 1662: (Niedziela). Ogoliłem się sam, com w tym tygodniu czynił każdego dnia, używając ku temu pumeksu, czego nauczył mnie pan Marsh, jak byłem ostatni raz w Portsmouth; znajduję, że to łatwy, czysty i prędki sposób golenia się, i będę to dalej praktykował.

Powieść

Màrai. 5 i ostatni tomów jego Dzienników.  Jest to wspaniała, panoramiczna powieść, fascynująca i uczciwa relacja o losach ludzi wpisanych w burzliwy pejzaż XX wieku. W żadnym razie nie są to „Dzienniki” w takim sensie w jakim zwykle to słowo pojmujemy. To powieść, jestem przekonany, że jedna z najlepszych powieści XX wieku, choć był to wiek w którym nie zabrakło przecież dobrych powieści. A jednak. Buddenbrookowie w porównaniu z Dziennikami Màrai prezentują się w najlepszym razie jak coś w rodzaju nieco ambitniejszego harlequina.

Los człowieka

Sandor Márai starannie przygotował swój koniec. Zawczasu kupił rewolwer, ukończył kurs obchodzenia się z bronią, od znajomego lekarza, sugerując scenę samobójstwa nad którą pracuje w powieści, wydobył zasady skuteczności w użyciu broni. Ostatnie zdanie jego Dzienników, z 15 stycznia 1989 roku, brzmi: „Czekam na wezwanie, nie ponaglam, ale i nie ociągam się. Już pora”. Popełnił samobójstwo strzałem z pistoletu 22 lutego 1989 w San Diego, gdzie spędził swoje ostatnie lata. Wcześniej zapisał w „Dzienniku”: Widziałem ziemię, niebo, pory roku. Poznałem miłość, ułamki prawdy, żądze i rozczarowania. Żyłem na ziemi i powoli nabierałem wewnętrznej pogody. Pewnego dnia umrę; i to także jest cudownie zwyczajne i proste! Czy mogło zdarzyć się ze mną coś innego, lepszego, doskonalszego? Nie mogło. Przeżyłem coś największego i najwspanialszego, los człowieka. Nie mogło mi się przydarzyć nic innego i nic lepszego.