Henry Bergasse „Podzwonne dla Rzymu”: W owym czasie ludzie troszczą się głównie o to, by pozostać na uboczu walk, by być „zapomnianym” przez ogólne nieszczęścia. Mieszkańcy miast dbają przede wszystkim o to, by zapomnieć o niepokojach i lękach, szukają od nich ucieczki w igrzyskach, we wszelkich rodzajach widowisk, mniej lub bardziej obscenicznych farsach z udziałem mimów czy histrionów, którzy nawet cezara nie oszczędzali. Potrzeba rozrywki, obsesyjne szukanie oszołomienia stały się tak nieodparte, że w chwili, gdy Trewir leżał w gruzach, zrujnowany najazdem, możni miasta upraszali cezara, by wznowił igrzyska, zanim nawet poddźwignie mury.
Salwian tak przedstawia hulanki ludzi, którzy nie zaprzestali bankietować, nawet wtedy, gdy wróg już wtargnął do miasta. „Nikt nie próbował opierać się deprawacji, pijaństwu i zboczeniom. Ludzie bawili się, pili, popełniali samobójstwa. Starzy urzędnicy oddawali się rozpuście, prawie niezdolni do życia, ale nadzwyczaj zdolni do pijatyki, za słabi do walki, ale dość silni, by używać, słaniający się przy chodzeniu, ale zwinni w tańcu”.
Kiedy w 256 roku Persowie zajęli Antiochię, jej mieszkańcy, zgromadzeni w teatrze, wcale tego nie zauważyli. Dopiero jeden z aktorów rozpaczliwą gestykulacją zwrócił ich uwagę na łuczników sassanidzkich, którzy wdrapywali się już na najwyższe miejsca amfiteatru.
Święty Augustyn nie waha się napiętnować uciekinierów z Rzymu, którzy po splądrowaniu miasta przez Alaryka dotarli do Kartaginy i tu rzucili się wszyscy do cyrków, aby o wszystkim zapomnieć: „Wszędzie w wielkich miastach panuje przerażenie i żałoba, a wy biegniecie do teatrów, ustawiacie się w szeregu, aby tam wejść, i tłumnie je wypełniacie”. Nawet w samym Rzymie na pozór zapomniano o klęsce. W 417 roku Namatianus, zatrzymany przez przeciwne wiatry w Ostii, słyszy w oddali głuchy gwar dobiegający z Miasta i mówi: „Nieraz moje ucho chwytało echo cyrkowych igrzysk – gromkie oklaski świadczyły o tym, że teatry są pełne.”