Pochlebstwo

Hazdrubal, wódz kartagiński, w przemowie do Rzymian: Wszystko, co schlebia tłumowi, zawsze u niego znajduje posłuch. C. Goldoni mówiąc, że pochlebstwo to potrawa, która smakuje wszystkim dzieli to samo przekonanie, ale ma zdecydowanie mniej złudzeń.

Odysjada 9

Marek Atyliusz Regulus, polityk z czasów I wojny punickiej. Rozgromił kartagińskie wojska w 255 r. p.n.e. w pierwszej fazie bitwy pod Adys. Kartagińczycy poprosili wówczas o zawarcie pokoju. Według Kasjusza Diona, Rzymianie zażądali od nich wycofania się z Sycylii i Sardynii, zwrócenia wolności wszystkim rzymskim jeńcom, zapłaty okupu za jeńców, spłaty wszystkich rzymskich wydatków wojennych oraz uiszczania rocznej daniny. Dość bezwzględne warunki i nic dziwnego, że Kartagińczycy odrzucili je, a ich wojska, przeszkolone i poprowadzone do walki przez spartańskiego najemnika, Ksantipposa, zdziesiątkowały rzymskich legionistów. Wielu rzymskich żołnierzy straciło życie w tej bitwie, wielu dostało się do niewoli. Wśród jeńców znalazł się sam głównodowodzący ‒ Atyliusz Regulus. Podobno miał on przez ponad pięć lat pozostawać w niewoli kartagińskiej, a po kolejnej porażce Rzymian w bitwie morskiej pod Drepanum w 249 r. p.n.e. został wysłany wraz z poselstwem do Rzymu, by wynegocjować z Senatem zawarcie pokoju lub wymianę jeńców. Regulus przysiągł, że w przypadku, jeżeli nie zdoła przekonać Rzymian do proponowanego porozumienia, powróci do Kartaginy. Gdyby jednak senatorowie wyrazili zgodę na wymianę jeńców, miał być pierwszym, który będzie mógł pozostać w ojczyźnie. Stając przed Senatem przekazał niezmiernie ważne informacje o słabości Kartaginy i gorąco namawiał senatorów, aby w żadnym razie nie godzili się na wymianę jeńców. Obserwacje, które poczynił w niewoli doprowadziły go do przekonania, że istnieje duża szansa pokonania coraz bardziej słabnącej Kartaginy, a traktat pokojowy nie byłby w tej chwili korzystny. Proponowane porozumienie zostało ostatecznie odrzucone, głównie dzięki jego namowom i elokwencji. Proponowano mu, by złamał złożoną przysięgę i pozostał w Rzymie. Regulus odmówił jednak stanowczo. Nie wyobrażał sobie, że mógłby złamać dane słowo honoru. Świadomie wrócił Kartaginy i poniósł okrutną śmierć.

Możemy być pewni, że nie byłby to wybór Odyseusza. Grecy przedstawiają go jako bohatera, ale Rzymianie, którzy uważali się za spadkobierców księcia Eneasza z Troi, mieli o nim zdecydowanie negatywne zdanie. W Eneidzie określany jest przymiotnikami „okrutny” lub ”kłamliwy”. Grecy podziwiali jego przebiegłość i oszustwa, w oczach Rzymian natomiast cechy te nie znajdowały uznania. Przeciwnie, były naganne i barbarzyńskie. Rzymianie dość wcześnie stworzyli sztywne normy etyczne i bez wątpienia to one pozwoliły im zbudować największe starożytne imperium. W tragedii Eurypidesa Ifigenia w Aulidzie, Odys przekonuje Agamemnona, by zgodził się na ofiarę swojej córki Ifigenii, aby uspokoić boginię Artemidę. Odys też ułatwia przeprowadzenie tej akcji mówiąc matce Ifigenii, Klitajmestrze, że dziewczyna ma poślubić Achillesa. Bezczelnie kłamie. Dla Rzymian było to zachowanie perfidne i niegodne mężczyzny, ale u Homera nie występuje jeszcze pojęcie moralnej odpowiedzialności. W jego świecie zdyskredytowany jest ten, kto się dał pokonać, nigdy zaś zwycięzca. Greckie słowo kakos (niski, wredny, nikczemny, zły) oznacza osobę, której kaka (czyli zło) można wyrządzić bezkarnie, ponieważ nie może się bronić. Na potępienie zasługują ci, którzy wysłuchują obelg pod swoim adresem, nie ci natomiast, którzy komuś urągają. Liczne fortele Odyseusza raziły rzymskie wyobrażenia o obowiązkach mężczyzny, a sztuczki i kłamstwa, które stosował, aby tylko osiągnąć cel, kolidowały z rzymskim poczuciem honoru. Z natury jesteśmy więc Grekami, ale etykę odziedziczyliśmy na szczęście po Rzymianach.

Wandalowie

Wandalowie to grupa tzw. plemion wschodniogermańskich. Pierwotną ich siedzibą była prawdopodobnie środkowa część półwyspu Skandynawskiego. W początkach naszej ery podbili i zasiedlili tereny dzisiejszej centralnej Polski.  Największego wyczynu dokonali Hasdingowie, odłam Wandalów, który sprzymierzył się z plemieniem Alanów. Wyruszyli na zachód, zimą 406-407 roku przeszli Ren i najechali Galię (południowa Francja). Trasa ich okrutnego rajdu wiodła przez Półwysep Iberyjski i północną Afrykę aż do dzisiejszej Tunezji, gdzie w 429 roku zdołali stworzyć państwo. Obejmowało ono głównie wyspy Morza Śródziemnego wraz z Sardynią i Korsyką oraz Mauretanię. Królem został wódz Wandalów, Genzeryk, a stolicą Kartagina. Państwo to przetrwało dokładnie sto lat. Wódz cesarza Justyniana, Belizariusz, pokonał ich i ostatecznie rozgromił.

Jednak rzeczywisty upadek tej barbarzyńskiej efemerydy rozpoczął się już wcześniej. Jak pisze H. Bergasse w „Podzwonne dla Rzymu”: Wandalowie, osiedleni wokół Kartaginy, pod wpływem klimatu i rozwiązłych obyczajów afrykańskiej stolicy ulegli zniewieścieniu i nie byli już tak groźnymi wrogami jak dawniej. Zwyrodnieli w lenistwie i luksusie, tak jak szesnastowieczni Hiszpanie, wzbogaceni ponad miarę dzięki peruwiańskiemu złotu. Zgnuśnieli wielmoże z 530 roku, władający olbrzymimi majętnościami (owoc afrykańskich grabieży) i tysiącami niewolników, przywożonymi z morskich zbójeckich wypraw, byli bardzo dalecy łupieskim jeźdźcom, którzy w 406 roku przemierzali panońskie równiny, bądź przebiegłym piratom, którzy plądrowali wybrzeża Morza Śródziemnego. Strzeżeni przez mauretańskich wojowników, zdegenerowali przez bogactwo, oddawali się jedynie bezczynności i występkom. Kartagina stała się lupanarem Morza Śródziemnego, co już w 430 roku oburzało kapłana Salwiana: „W Kartaginie oddychano zepsutym powietrzem, które nieczystość szerzyła po całym mieście. Ulice i place były siedliskami rozpusty i nikczemnej prostytucji. W mieście chrześcijańskim, uhonorowanym jedną z najwyższych godności Kościoła, widziano ludzi, którzy zarzekali się własnej płci, publicznie ukazywali się przebrani i tym samym własny występek przemieniali w grzech całego miasta. I ta przywara, tak potworna i nowa, znajdowała dla siebie ochronę w obecności urzędników, w poklasku ludu, w przyzwoleniu całej Kartaginy. Któż mógłby to pomyśleć, ale też kto by ośmielił się pomyśleć: mężczyźni! Zapożyczali wygląd, ruchy, maniery przeciwnej płci i dalecy od tego, by rumienić się z powodu swego zniewieścienia, przeciwnie, rumienili się, że w jakieś mierze mogą jeszcze wydawać się mężczyznami”.

Nie pozostało po nich prawie nic. Przeszli od barbarzyństwa do dekadencji nie zaznawszy cywilizacji, by użyć określenia użytego niegdyś (choć w innym kontekście) przez Claude Lèvi-Straussa.

Henry Bergasse

Henry Bergasse „Podzwonne dla Rzymu”: W owym czasie ludzie troszczą się głównie o to, by pozostać na uboczu walk, by być „zapomnianym” przez ogólne nieszczęścia. Mieszkańcy miast dbają przede wszystkim o to, by zapomnieć o niepokojach i lękach, szukają od nich ucieczki w igrzyskach, we wszelkich rodzajach widowisk, mniej lub bardziej obscenicznych farsach z udziałem mimów czy histrionów, którzy nawet cezara nie oszczędzali. Potrzeba rozrywki, obsesyjne szukanie oszołomienia stały się tak nieodparte, że w chwili, gdy Trewir leżał w gruzach, zrujnowany najazdem, możni miasta upraszali cezara, by wznowił igrzyska, zanim nawet poddźwignie mury. 

Salwian tak przedstawia hulanki ludzi, którzy nie zaprzestali bankietować, nawet wtedy, gdy wróg już wtargnął do miasta. „Nikt nie próbował opierać się deprawacji, pijaństwu i zboczeniom. Ludzie bawili się, pili, popełniali samobójstwa. Starzy urzędnicy oddawali się rozpuście, prawie niezdolni do życia, ale nadzwyczaj zdolni do pijatyki, za słabi do walki, ale dość silni, by używać, słaniający się przy chodzeniu, ale zwinni w tańcu”. 

Kiedy w 256 roku Persowie zajęli Antiochię, jej mieszkańcy, zgromadzeni w teatrze, wcale tego nie zauważyli. Dopiero jeden z aktorów rozpaczliwą gestykulacją zwrócił ich uwagę na łuczników sassanidzkich, którzy wdrapywali się już na najwyższe miejsca amfiteatru. 

Święty Augustyn nie waha się napiętnować uciekinierów z Rzymu, którzy po splądrowaniu miasta przez Alaryka dotarli do Kartaginy i tu rzucili się wszyscy do cyrków, aby o wszystkim zapomnieć: „Wszędzie w wielkich miastach panuje przerażenie i żałoba, a wy biegniecie do teatrów, ustawiacie się w szeregu, aby tam wejść, i tłumnie je wypełniacie”. Nawet w samym Rzymie na pozór zapomniano o klęsce. W 417 roku Namatianus, zatrzymany przez przeciwne wiatry w Ostii, słyszy w oddali głuchy gwar dobiegający z Miasta i mówi: „Nieraz moje ucho chwytało echo cyrkowych igrzysk – gromkie oklaski świadczyły o tym, że teatry są pełne.”