Najlepiej wynagradzanym polskim autorem w dziewiętnastym wieku wcale nie był Henryk Sienkiewicz, lecz Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Ta autorka książek kulinarnych, w tym słynnych „365 obiadów” za wydania swoich książek otrzymała w roku 1883 ponad 84 tysiące rubli, co podobno stanowiło niemal trzykrotną wartość sporego majątku ziemskiego. Bolesław Prus, doceniając sukces Ćwierczakiewiczowej napisał „o czym u nas marzył Mickiewicz, to zdobyła pani Ćwierczakiewicz”. Dama słynęła z ognistego temperamentu, łakomstwa, niepośledniej tuszy i równie niepośledniej pyszałkowatości. Zwykła była mawiać, że ”Jeden jest tylko Szekspir i jedna Ćwierczakiewiczowa”. Można ją uznać za ikonę współczesnych celebrytów. Jak oni, kierowała się zasadą, że nieważne, jak mówią, ważne, aby mówili. Kiedy jej tusza osiągnęła tak wielkie rozmiary, że nie mogła już samodzielnie wejść po schodach teatralnego foyer, kazała wnosić się na widownię na krześle, dając stolicy kolejny powód do żartów.