Mickiewicz a sprawa polska

Adam Mickiewicz urodził się w Nowogródku, na terenach należących do Rzeczpospolitej, mieszkał w Wilnie i Kownie, a w centralnej Polsce był tylko raz w życiu, najpierw w Poznaniu, goszcząc w ówczesnym Hotelu Berlińskim (u zbiegu al. Marcinkowskiego i ul. 23 Lutego), potem w okolicach Kopaszewa i Choryni. Pod koniec pobytu dotarł do Śmiełowa, w pobliżu granicy między zaborami.

Nazywał siebie Litwinem i uważał się za Litwina, a za ojczyznę uznawał Litwę. Inwokacja nie zaczyna się od słów „Polsko, ojczyzno moja”, lecz od słów „Litwo, ojczyzno moja”. Jeszcze w szkole podstawowej, choć prymus z języka polskiego, zostałem ukarany obniżeniem stopnia z tego przedmiotu do trójki za odpowiedź na pytanie, dlaczego Mickiewicz pisze o Litwie jako o swojej ojczyźnie. Odpowiedziałem, że czuł się Litwinem, który pisał po polsku. Odpowiedź, choć może nie całkiem błędna, okazała się politycznie niepoprawna. Mickiewicz pisał po polsku, zasady litewskiego usystematyzowane będą dopiero w XX wieku, a ostateczna wersja, obecnie obowiązująca, powstaje po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, czyli w 1990 roku. Czy Litwa Adama Mickiewicza i obecna Litwa to ta sama Litwa? Nie. Nie ma już Litwy Adama Mickiewicza – ten sam los podzieliły potem miliony innych Polaków dla których ojczyzną była Litwa. Nie próbujcie tego nikomu tłumaczyć.

Lucyna Ćwierczakiewiczowa

Najlepiej wynagradzanym polskim autorem w dziewiętnastym wieku wcale nie był  Henryk Sienkiewicz, lecz Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Ta autorka książek kulinarnych, w tym słynnych „365 obiadów” za wydania swoich książek otrzymała w roku 1883 ponad 84 tysiące rubli, co podobno stanowiło niemal trzykrotną wartość sporego majątku ziemskiego. Bolesław Prus, doceniając sukces Ćwierczakiewiczowej napisał „o czym u nas marzył Mickiewicz, to zdobyła pani Ćwierczakiewicz”. Dama słynęła z ognistego temperamentu, łakomstwa, niepośledniej tuszy i równie niepośledniej pyszałkowatości. Zwykła była mawiać, że ”Jeden jest tylko Szekspir i jedna Ćwierczakiewiczowa”. Można ją uznać za ikonę współczesnych celebrytów. Jak oni, kierowała się zasadą, że nieważne, jak mówią, ważne, aby mówili. Kiedy jej tusza osiągnęła tak wielkie rozmiary, że nie mogła już samodzielnie wejść po schodach teatralnego foyer, kazała wnosić się na widownię na krześle, dając stolicy kolejny powód do żartów.